17 lipca 2018, imieniny Anety, Aleksego, Julietty

Na temat, natemat.com.pl, Piotr Janczarek, Iwona Janczarek
 
Strona główna
Rozrywka i Refleksja
Diety
Podróże
Zdrowie
Dzieci w szkole
Prawo i finanse
Ukraina
Smacznie
Berlin
  Publicystyka  Інтерв'ю про Польщу та Україну
rozmowa z prezydentem Gdańska

Jesteśmy ukrainofilami

AdamowiczRozmowa z Pawłem Adamowiczem, prezydentem miasta Gdańska

Piotr Janczarek: Gdańsk jest miastem w którym szczególnie chętnie pracują, studiują, osiedlają się Ukraińcy. Skąd, Pana zdaniem, bierze się tak korzystne postrzeganie miasta przez naszych wschodnich sąsiadów?

Paweł Adamowicz: Składa się na to wiele czynników. Już samo położenie miasta nad morzem ma wielki wpływ na jego atrakcyjność, dodajmy jeszcze dziedzictwo historyczne Gdańska, wspaniałe zabytki, niezwykły urok. Nadmorskie położenie oraz przeszłość miały też niebagatelny wpływ na otwartość miasta na przybyszów, na kultywowanie takich wartości jak wolność i tolerancja. Dzięki temu Gdańsk ma opinię - z czego się bardzo cieszę - miasta otwartego, w dużym stopniu wolnego od ksenofobii i przyjaznego dla przybyszów, w tym oczywiście dla gości z Ukrainy. Taką też politykę prowadzimy od początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Warto wspomnieć, że właśnie w tym czasie ówczesny arcybiskup kościoła katolickiego Tadeusz Gocłowski podjął bardzo mądrą decyzję przekazania kościoła św. Bartłomieja, znajdującego się w samym centrum miasta, w użytkowanie grekokatolikom, czyli głównie społeczności ukraińskiej. Miasto natomiast przekazało Związkowi Ukraińców w Polsce lokale niezbędne do prowadzenia działalności kulturalnej, czy edukacyjnej. W Gdańsku od momentu odzyskania przez Ukrainę niepodległości działa konsulat generalny tego państwa.

Jestem przekonany, że Ukraińcy w Gdańsku czują się dobrze i bezpiecznie. Kolejnym argumentem nie do przecenienia jest rozwinięty rynek pracy. Gdańsk razem z sąsiednimi miastami (Sopotem, Gdynią) liczy ponad milion mieszkańców. Jest to rynek zróżnicowany, dostępny dla ludzi o różnych kwalifikacjach, dość powiedzieć, że osoby szukające pracy w Gdańsku ją znajdą. Dziś szacujemy, że w Gdańsku mieszka około 25 tys. Ukraińców. Gdański urząd pracy wydaje tysiące pozwoleń na podejmowanie pracy. Nie było na szczęście w ostatnim czasie żadnych incydentów antyukraińskich, czy innych na tle narodowościowym. Język ukraiński, czy też rosyjski – używany przez część Ukraińców - rozbrzmiewa niemal wszędzie. Mam też świadomość, że liczna emigracja Ukraińców stwarza problemy temu krajowi. Nieraz słyszałem od merów ukraińskich miast, że mają kłopoty z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników.

PJ: Jakie korzyści ma miasto z migracji obywateli Ukrainy?

PA: Miasto ma mnóstwo korzyści. Wspomnijmy o gospodarczych, niejedna tutejsza firma może funkcjonować, rozwijać się dzięki pracownikom z Ukrainy. To jest pierwsza duża korzyść. Druga też ma charakter gospodarczy, mieszkający w Gdańsku Ukraińscy są przecież odbiorcami różnego rodzaju usług, płacą tu podatki, studiują, a tym samym płacą czesne. A ci którzy są dłużej i lepiej im się powodzi kupują mieszkania.

Oprócz korzyści gospodarczych mamy też kulturowe. Ukraińska społeczność wzbogaca kulturowo miasto. Współpracując, mieszkając obok siebie lepiej się poznajemy, zbliżamy się do siebie, łamiemy stereotypy, pokonujemy uprzedzenia. Żadne oficjalne oświadczenia polityków, intelektualistów, czy biskupów nie zastąpią bezpośrednich relacji między naszymi narodami. Mamy pewne obciążenia historyczne, ale bardziej niż o nich powinniśmy mówić o teraźniejszości i współpracy. Wzorcem może być pojednanie Polaków i Niemców, jakie dokonało się w ostatnich latach. Uważam, że Ukraińcy mają prawo przeżywać swoją tożsamość, nawet jeśli jej częścią jest Stepan Bandera, który w Polsce jest źle postrzegany. Ukraińcy mają krótką państwowość, przed nimi czas na zmierzenie się z własną historią, nie należy tu nikogo pospieszać. Sami też przecież mamy problem ze wzrostem nastrojów nacjonalistycznych wśród Polaków.

PJ: Wspomniał Pan o otwartym rynku pracy. Jakich specjalistów miasto najbardziej potrzebuje?

PA: Kiedy popatrzymy na listę deficytowych zawodów, publikowaną przez urząd pracy, otwierają ją informatycy, brakuje też budowlańców, kierowców, stoczniowców. Potrzebujemy ludzi do pracy w szeroko pojętych usługach, w tym w gastronomii i hotelarstwie. Nasze społeczeństwo także się starzeje, a opieka nad ludźmi starszymi opiera się w dużym stopniu na pracy troskliwych i cierpliwych Ukrainek. Wiele Polek wykonuje ten zawód w krajach Europy Zachodniej, a w Polsce zastępują je Ukrainki.

Przyznam, iż obawialiśmy się, że po zniesieniu wiz do UE dla Ukraińców, wielu z nich zdecyduje się wyjechać dalej na Zachód, gdzie są wyższe zarobki niż w Polsce. Ale nic takiego się nie stało. Zapewne dlatego, że Polska jest im bliska mentalnie, językowo i oczywiście geograficznie. Ostatnio poznałem ukraińską rodzinę pochodzenia tatarskiego z Krymu. Jest to pani z czwórką dzieci. Wszyscy mówią już dobrze po polsku. Córka studiuje iberystykę, synowie uczą się w gdańskich szkołach, a mama zapisała się na studia o kierunku pomoc społeczna. To jeden z przykładów udanej integracji, ale nie jedyny. W gdańskich szkołach samorządowych mamy około 600 dzieci z Ukrainy, młodzi Ukraińcy uczą się także w szkołach prywatnych.

PJ: Czy uważa Pan, że miasta powinny prowadzić własną „politykę zagraniczną”, ukierunkowaną na współpracę i dobre relacje z innymi krajami i narodami, przeciwstawiającą się wszelkim przejawom ksenofobii. Dotyczy to zwłaszcza prezydentów i burmistrzów, którzy w polskim ustroju samorządowym mają szczególnie silną pozycję?

PA: Gdańsk od dawna współpracuje z Odessą, a od trzech lat także z Mariupolem. Mamy również kontakty robocze ze Lwowem. Ja osobiście uważam, że obowiązkiem prezydentów polskich miast jest dzielenie się doświadczeniami, tak jak w latach dziewięćdziesiątych dzielili się nimi z nami merowie miast Zachodniej Europy. Podróżuję często na Ukrainę, spotykam się z ukraińskimi partnerami, jestem gorącym orędownikiem zacieśniania współpracy między nami. Jednym z przykładów takiego działania może być nasza praktyka przyjmowania na staże w urzędzie dwojga studentów ze Lwowa.

Jeśli chodzi o naszą politykę wobec Ukrainy i Ukraińców jest ona cały czas jednakowa. Krytykujemy nieprzyjazne działania wobec tego kraju i jego mieszkańców, niezależnie skąd pochodzą. Uważamy, że polski rząd powinien prowadzić aktywną i przyjazną politykę współpracy z naszym wschodnim sąsiadem. Kwestie przeszłości nie powinny być tematem debat polityków, historię zostawmy historykom z obu krajów, najlepiej gdyby ze sobą współpracowali. Przeszłość nie powinna być barierą w kontaktach między oboma narodami. Jesteśmy generalnie - mówię tu o sobie i innych prezydentach polskich miast – „ukrainofilami”.

PJ: W Gdańsku prezydenci 12 polskich miast podpisali deklarację w sprawie przyjęcia migrantów. Otwarcie występuje Pan też przeciw ksenofobii i nietolerancji, uczestniczy w Marszu Równości. Jakie są tego koszty? Czy te działania nie wykraczają poza działalność stricte samorządową?

PA: W przeszłości dalszej i bliższej europejskie miasta, ich burmistrzowie, mieszczaństwo często były w konflikcie z władzą królewską. Jest to bardzo istotne, ponieważ miasta zawsze były przestrzenią wolności, postępu, także w sensie religijnym, czy politycznym. Na tym m.in. polega bogactwo Europy, kto tego nie rozumie, ten niewiele rozumie z Europy. Dlatego dziwią mnie, czynione niekiedy uwagi, kiedy to politycy szczebla krajowego chcieliby nas samorządowców widzieć w roli zarządców szpitali, szkół, czyli w działaniach ograniczających się do administrowania. Oczywiście, wszystkie te potrzeby mieszkańców, jako burmistrzowie, czy prezydenci zapewniamy. Ale mamy prawo, a co więcej obowiązek reagować na przypadki łamania konstytucji, zasad demokratycznego państwa prawa. Warto pamiętać, że miasta zawsze wyprzedzały historię, były miejscami odnowy, reform. Skąd się wziął Renesans? Przecież nie z przestrzeni agrarnej. Postęp w Europie zazwyczaj miał swe źródło w miastach. Dlatego dziś, gdy idę w Marszu Równości, idę dlatego by wyrazić swój najgłębszy szacunek wobec tej mniejszości, która jest prześladowana, która nie może doczekać się równego traktowania, której godność jest naruszana. Nie deklaruję tym, czy jestem za tą, czy inna ustawą, rozwiązaniami prawnymi, idę zademonstrować solidarność z gejami i lesbijkami, obywatelami mojego miasta. Homofobia nie jest wymysłem, ona istnieje. Uprzedzenia w stosunku do mniejszości, czy to seksualnej, czy też np. do muzułmanów, Arabów, to szerszy problem, ale realnie istniejący. My w miastach musimy zwracać uwagę, że miasta były i są różnorodne, powinny być przestrzenią wolności i równości. Prezydenci nie mogą iść tylko z prądem, muszą też kształtować postawy mieszkańców tu i teraz.

PJ: Czy nie obawia się Pan Prezydent, ze Ukraińcy mogą stać się zakładnikami w polityce krajowej, tak jak to się dzieje obecnie z uchodźcami?

PA: Sądzę, że do tego nie dojdzie. Popatrzmy jak przyjaciel Jarosława Kaczyńskiego, Wiktor Orban, diametralnie zmienia zdanie i mówi, że przyjmie uchodźców, a my przez 2 lata stanowczo jesteśmy przeciw. Idźmy dalej, ojciec premiera Morawieckiego, Kornel mówi, że przyjęcie 7 tys. uchodźców to żaden problem dla tak dużego kraju jak Polska. Sądzę, że mamy do czynienia z postępującymi szybko zmianami. Dlatego jestem pewien, że gdyby takie zakusy, o których pan wspomniał, pojawiły się, pierwszymi, którzy się sprzeciwią i staną po stronie Ukraińców, obok burmistrzów i prezydentów, będą przedsiębiorcy.

Ukraińcy w Gdańsku i nie tylko tu zapuścili korzenie, są częścią rynku pracy. Zwróćmy uwagę, że to takie same procesy, gdy współcześnie, czy w latach minionych swoje korzenia na Zachodzie zapuszczali Polacy. Nie zawsze się to podobało tamtejszym lokalnym władzom, czy mieszkańcom, ale z czasem nowi mieszkańcy stali się częścią tamtejszych społeczności. Bardzo często decydował o tym rachunek ekonomiczny, zwyciężał pragmatyzm.

Z doświadczeń historycznych jednak wiemy, że zagrożenia istnieją. Zwłaszcza gdy rządzący próbują odwrócić uwagę społeczeństwa od realnych problemów, z którymi sobie nie radzą. Wówczas lęk, czy nienawiść kierujemy na „obcych”. Tu trzeba być oczywiście czujnym, jestem jednak przekonany, że kościół katolicki, szereg biskupów, samorządowcy, społeczeństwo obywatelskie na pewno temu zagrożeniu przeciwdziałają.

 

O NAS | KONTAKT | REKLAMY | MAPA STRONY | MAPA XML

Netpress, Iwona Janczarek

ul. Cyklamenowa 5, 05-077 Warszawa
Tel: 604 201 109, E-mail: allpress@pro.onet.pl

NBS - najlepsze strony internetowe