4 marca 2021, imieniny Kazimierza, Łucji, Witosława

Na temat, natemat.com.pl, Piotr Janczarek, Iwona Janczarek
 
Strona główna
Rozrywka i Refleksja
Diety
Podróże
Zdrowie
Prawo i finanse
Ukraina
Smacznie
GO EAST
Berlin
Księgarnia
  Publicystyka  Інтерв'ю про Польщу та Україну  Polska i Ukraina   Centrum podróży do Ukrainy  Czarnobyl i Kijów  LWÓW WCZORAJ i DZIŚ 
LWÓW WCZORAJ i DZIŚ

Książka o Lwowie

Piotr Janczarek

LWÓW WCZORAJ i DZIŚ

Niesentymentalna opowieść o mieście. Od założenia po współczesność.

Zapraszamy do naszej księgarni:

https://ksiegarnianatemat.online/

Książka dostępna jest w promocji: EPUB i PDF - 15 zł, EPUB/PDF plus książka drukowana za 25 zł, w tym koszty przesyłki.

 

Wstęp, spis treści, fragmenty książki

 

WSTĘP

Z pewnością istnieje pokusa, aby opisać dzieje Lwowa unosząc się na „Wesołej Lwowskiej Fali” razem ze Szczepciem i Tońciem, z „Semper Fidelis” na dziobie. Zobaczylibyśmy miasto rozkwitające pod rządami polskich królów, międzywojenny - rozbawiony Lwów, eleganckich, zamożnych ludzi spędzających życie w kawiarniach, restauracjach, teatrach i kabaretach. Dopłynęlibyśmy też do przystani patriotycznych refleksji, „tam gdzie lwowskie śpią Orlęta” i przystani żalu nad utraconą Atlantydą. Takich opowieści znajdziemy mnóstwo na półkach księgarń, a zwłaszcza w publikacjach dostępnych w sieci. Tylko o czym byłaby to opowieść? Z pewnością nie o Lwowie, ale o polskim micie o nim. Kolejna spośród tysięcy. Ale jest też pokusa napisania opowieści po prostu o mieście, nie polskiej, ukraińskiej, czy żydowskiej. 

Czy Lwów był polskim miastem? Pisze się i mówi przecież o pięćsetletniej polskości Lwowa. Najpierw trzeba byłoby chyba odpowiedzieć, czy takie pytanie ma sens? I Rzeczpospolita nie była przecież państwem etnicznie polskim, a jej klasa przodująca – szlachta, uważała się wręcz za potomków Sarmatów w przeciwieństwie do ludu – Polaków. Lwów powstał jako miasto ruskie, ale już wtedy był miastem wielokulturowym. Takim był też za czasów Królestwa Polskiego i Rzeczpospolitej. Pierwsza metropolia religijna i pierwsza katedra pochodzą z XIV w. Były ormiańskie. Wiele narodowości zamieszkiwało Lwów, ale niemal od początku miasta do II wojny światowej dominujący byli Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Lwów dzielił losy Rzeczpospolitej od jej potęgi do upadku, spowodowanego wewnętrznymi słabościami. Z zastrzeżeniem, że rola miast i mieszczan w szlacheckim państwie była znacznie mniejsza niż w Europie, co zresztą było jedną z głównych przyczyn cywilizacyjnego zapóźnienia kraju. Najważniejszą rolę w swojej historii miasto odegrało jako stolica austriackiej Galicji, szczególnie w czasie autonomii. Dla Lwowa był to najlepszy czas w historii i duży awans cywilizacyjny. XIX w. jest czasem, kiedy kształtowały się współczesne narody. W tym procesie miasto odegrało wielką rolę, zarówno dla Polaków, jak i Ukraińców, zwłaszcza Ukraińców.

II Rzeczpospolita nie była szczególnie szczęśliwa dla miasta, które świeciło już tylko odbitym blaskiem dawnej stolicy. Miasto stało się polem konfliktów narodowościowych i społecznych. Zmagało się z biedą i zamordyzmem rządzących – po zamachu majowym. Najważniejszą zmianą, po której miasto nie było już takie jak wcześniej, był czas II wojny i lata tuż po niej. Najpierw zniknęła społeczność żydowska miasta, a po niej polska. W ich miejsce przybyli nowi. Nowi Lwowianie – inne miasto, choć wciąż w starych dekoracjach. Kolejne wydarzenia, które zmieniły miasto, to z pewnością uzyskanie niepodległości przez Ukrainę – koniec sowieckiego Lwowa. Mamy więc kilka różnych miast, które łączy jakaś pamięć historyczna, architektura, pamiątki, a dzieli bardzo wiele. Ta książka to opowieść o Lwowach.

Chciałbym wspomnieć o kilku publikacjach, które były dla mnie przewodnikami po dziejach Lwowa. Po najdawniejszym Lwowie i czasach galicyjskich oprowadzał mnie Fryderyk Papée w wydanej w 1924 r. „Historii miasta Lwowa z zarysie”. Niezwykle cenną pracą pokazującą ukraiński Lwów, do której bardzo chętnie sięgałem, była książka lwowskiego historyka Jarosława Hrycaka: „Historia Ukrainy 1772-1991, narodziny nowoczesnego narodu”. Przewodnikiem po wydarzeniach wojny polsko–ukraińskiej 1918-1919 była dla mnie praca Michała Klimeckiego: „Wojna Polska – Ukraińska. Lwów i Galicja Wschodnia 1918- 1919”. Koniecznie muszę wspomnieć jeszcze o bardzo ważne książce Grzegorza Gaudena o pogromie lwowskim 1918 r. („Lwów. Kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918”). Znakomitym przewodnikiem po życiu, wydarzeniach, obyczajach międzywojennego Lwowa jest „Kalendarium Lwowa 1918-1939” Agnieszki Biedrzyckiej. Powojenny Lwów poznawałem dzięki Aleksandrze Matyukhinie i jej książce „W sowieckim Lwowie”.

 

SPIS TREŚCI 

Wstęp

Powstanie miasta

Królestwo Polskie

I Rzeczpospolita. Czasy Jagiellońskie

Unia Brzeska

I Rzeczpospolita. U schyłku

Powstanie Chmielnickiego i oblężenie Lwowa

Miasto u progu upadku Rzeczypospolitej

Ormianie we Lwowie

Żydzi we Lwowie – do końca I Rzeczypospolitej

 

Galicja

Rok 1846 i 1848

Wiosna Ludu Lwowskiego

Autonomia

Powszechna Wystawa Krajowa

Żydzi w czasie autonomii

Ukraińcy – w drodze do dojrzałego narodu politycznego

Polskie życie polityczne we Lwowie i Galicji Wschodniej

Konflikt polsko - ukraiński

 

I wojna

Rosyjska okupacja

Konferencja w Brześciu

 

Wojna polsko – ukraińska

Walki o Lwów

Blokada miasta i polska ofensywa

Ofensywa czortkowska” i koniec istnienia państwa zachodnioukraińskiego

 

II Rzeczpospolita

Wojna bolszewicka

Małopolska Wschodnia – Ukraina Zachodnia

Polskie porządki i ukraińska trauma

Trudne pierwsze lata

Marszałek sprawi cud

Lwów po zamachu majowym

Wielki Lwów w budowie

Radio i matematyka

Wyborcze fałszerstwa i eksmisje z mieszkań

Lwowianie

Antysemityzm jak kula śniegowa

Sprawa ukraińska

Dyktatura i nowoczesność

U progu wojny

A więc wojna!

Ukraińcy we wrześniu 1939 r.

 

Okupacje

Za pierwszego sowieta

Niemiecka okupacja

Mord na profesorach lwowskich

Polska konspiracja we Lwowie

Władysława Chomsowa

Instytut Weigla

Niemieckie porządki

Postawa metropolity Andrija Szeptyckiego i Klemensa Szeptyckiego

Sowieci u bram

 

Lwów sowiecki

Wysiedlenia Polaków

Polskie dziedzictwo kulturowe

Ukraińcy i Ukraina sowiecka

Nowy Lwów

Lwów i Polacy

Ukraina i Lwów w koncepcji paryskiej „Kultury”

Polacy jadą do Lwowa, Lwowianie patrzą na Zachód

 

Lwów dziś

Miasto wyobrażone i rzeczywiste

Lwowska wizja europejskości i ukraińskości

Lwów jaki jest...

Lwów – Polska – Polacy

Marka „Lwów”

 

Bibliografia

 

Fragmenty

rozdział: Galicja

Czas po upadku Wiosny Ludów w całym imperium austriackim określano mianem „bachowskiej reakcji”, od nazwiska ministra spraw wewnętrznych. We Lwowie stan wojenny wprowadzony w styczniu 1849 r. trwał do 1854 r. W tym czasie władze cywilne miasta podporządkowano wojskowym, zamknięto czasopisma, rozwiązano kluby i stowarzyszenia oraz zakazano zgromadzeń, a do urzędów wrócił język niemiecki. Wprowadzono też sądy doraźne. Władze austriackie rozpoczęły budowę cytadeli i przekształciły miasto w dużą wojskową twierdzę.

W tych trudnych czasach urząd namiestnika objął (1849 r.) polski arystokrata Agenor Romuald Gołuchowski, postać uznawana za kontrowersyjną. Rodacy początkowo nie mogli mu darować, że urzędnikom przyjmowanym na urzędy kazał mówić po niemiecku, nie dbał o powstańcze sentymenty, a polską szlachtę z jej dumą narodową miał za „bezgranicznie głupią”. W tym szaleństwie była jednak metoda.

Gołuchowski swoją politykę określał słowem „kalkulować” - opowiadał prof. Waldemar Łazuga w rozmowie z Piotrem Bojarskim*. Jak podkreśla Łazuga, Gołuchowski był jednym z pierwszych Polaków, który zdecydował się na współpracę z austriackim zaborcą. „Uznał, że skoro nasze insurekcje nie prowadzą do niepodległości, to może lepiej, żeby Polacy więcej kalkulowali w polityce i działali z chłodną głową tak jak Niemcy, czy Anglicy. Odrzucał nie tylko romantyzm i tradycję powstańczą, ale też polityczną empatię. Zainicjował za to dyskurs o zasadach i kompromisach ciągnący się niemal do ostatnich dni monarchii austro-węgierskiej. Zasadą miał być interes polski i krajowy, polem kompromisu - wszystko (z ugodą włącznie), co doń prowadzi”.**

„Swoimi działaniami Gołuchowski przygotowywał grunt pod przyszłą polonizację Galicji. „Wciągu dziesięciu lat swуch rządów (1849-1859) oddał on (Gołuchowski) nieocenione usługi polskiej sprawie. Stopniowo zastępując Polakami austriackich urzędników w lokalnych strukturach rządowych. Otwierało to polskim elitom drogę do dominacji w życiu politycznym Galicji” - oceniał Jarosław Hrycak.***

*„Kiedy Polacy rządzili w Wiedniu”. Ale Historia (Gazeta Wyborcza), 14.06.2013.

** tamże

*** Jarosław Hrycak: Historia Ukrainy 1772-1999, narodziny nowoczesnego narodu.


WOJNA POLSKO – UKRAIŃSKA

Walki o Lwów

 

1 listopada Lwowianie ruszyli tłumnie na cmentarze i do kościołów. Wielkie było ich zdumienie, gdy na budynku ratuszu zobaczyli ukraińską flagę. W mieście pojawiły się plakaty informujące o powstaniu państwa ukraińskiego, którego najwyższą władzą jest Ukraińska Rada Narodowa, a stolicą Lwów. Zachodnioukraińska Republika Ludowa miała obejmować wschodnią część Galicji i Bukowinę oraz pozostać w federacji z Austrią, zgodnie z manifestem cesarza Karola I z 16 października 1918 r., mówiącego o przekształceniu monarchii w państwo federacyjne.

Na ulicy pojawiły się ukraińskie patrole wojskowe. Praktycznie nikt z Polaków się tego nie spodziewał, Ukraińcy opanowali miasto z zaskoczenia, niezwykle sprawnie, praktycznie bez wystrzałów. Miasto jednak funkcjonowało zupełnie normalnie. W kościołach odbywały się nabożeństwa, ludzie odwiedzali groby na cmentarzu łyczakowskim i janowskim, czynne były kawiarnie, jeździły tramwaje. Ukazały się poranne i wieczorne wydania czasopism.

Plan zbrojnego przejęcia władzy we Lwowie opracował pod koniec października płk Dymytr Witowski i jego sztab. Zamach zaczął się o 2 w nocy 1 listopada od internowania grupy polskich żołnierzy w koszarach przy ul. Kurkowej. Dowódcy jednostek węgierskich i austriackich stacjonujących w mieście zadeklarowali neutralność w ukraińsko – polskim konflikcie. O 4 rano ukraińscy żołnierze zaczęli przejmowanie strategicznych obiektów w mieście. W rękach ukraińskich znalazły się m.in.: Dworzec Główny, Poczta Główna, austriacka komenda miasta, koszary, Cytadela, rynek, ratusz oraz centralne dzielnice miasta. Ukraińcy dysponowali w tym czasie we Lwowie stosunkowo skromnymi siłami – 1,5 tys. żołnierzy, co jednak pozwoliło bez problemów opanować miasto. Zajęli oni strategiczne punkty, ale nie cały Lwów. (...)

(...) Po opanowaniu Lwowa delegacja ukraińska zażądała od namiestnika przekazania władzy. Karl von Huyn przekazał swój urząd wiceprezydentowi Namiestnictwa Wołodymyrowi Decykiewiczowi. Ten zaś, powołując się na manifest cesarza z 16 października, przelał pełnię władzy na URN. W ten sposób, zdaniem Ukraińców, przejęcie władzy zostało zalegalizowane. Austriackie władze wojskowe uznały w URN partnera i zdecydowały o przekazaniu broni Ukraińcom. (...)

 

(...) Pierwsze działania polskich konspiratorów nie przyniosły sukcesów. Nie udało się opanować słabo bronionego magazynu broni na dworcu towarowym. Zupełnie nie powiódł się werbunek do polskich odziałów na Zamarstynowie. Węgierski batalion odpowiedział groźbą użycia ognia na próby wymuszenie przez Polaków oddania broni i amunicji. Na tym tle wyróżniła się szczególnie postawa polskiego oddziału w Szkole Sienkiewicza, a zwłaszcza energiczna postawa jej komendanta kpt. Zdzisława Tatara-Trześniowskiego. Polacy rozbroili posterunek policji, zajęli pobliski magazyn broni oraz odparli atak Ukraińców. Ta postawa wzmocniła morale obrońców polskiego Lwowa. Wkrótce do polskiego posterunku zaczęli coraz liczniej przybywać ochotnicy z których Trześniowski tworzył oddziały wojskowe. Drugim ważnym punktem oporu był Dom Techników gdzie nocowali peowiacy. Zasiliła ich grupa uzbrojonej młodzieży sformowana na Politechnice. Faktycznie to dzięki peowiakom zachowano punkty oporu w mieście, a następnie rozbudowywano siły obrońców.

Pod koniec pierwszego dnia oporu siły polskie liczyły już ponad 1100 ochotników. Trzon stanowiła młodzież studencka i gimnazjalna, często kilkunastoletni chłopcy. Polscy Lwowianie generalnie zostali w domach, wysyłając na wojnę dzieci. Do polskich formacji zgłosiło się też kilkadziesiąt kobiet służących w oddziałach sanitarnych, kurierskich czy wywiadowczych. Kolejną liczną grupą bojowników byli tzw. batiarzy, czyli pospolici przestępcy z przedmieść miasta. Udział w walkach dawał im duże możliwości dodatkowego „zarobkowania”, zwłaszcza w dzielnicach zamieszkałych przez Żydów. Ochotnicze siły w krótkim czasie urosły do około 3 tys. bojowników.(...)

(...) Już pierwszego dnia zamachu Ukraińcy zdali sobie, że choć opanowali wszystkie najważniejsze cele we Lwowie, to jednak nie zdołali podporządkować sobie miasta. Poza ich zasięgiem pozostały polskie punkty oporu, których nie zdołali przełamać. Widoczny od początku był brak determinacji i stanowczości w działaniach ukraińskich dowódców, a także samych żołnierzy. Zapewne nie chcieli wpisać się w rolę okupanta miasta, które uznawali za swoje, odczuwali też wrogość polskiej ludności Lwowa. Paradoksalnie do przemocy i próby samosądów doszło wobec ukraińskich żołnierzy i ludności cywilnej, a nie odwrotnie (...).*

* Michał Klimecki, Wojna polsko ukraińska o Lwów i Galicję Wschodnią. Wydawnictwo Bellona

 

POGROM

 

W piątek 22 listopada 1918 r. por. Abraham i chor. Mazanowski zawiesili polską flagę na wieży Ratusza. W nieoświetlonym mieście panował jeszcze mrok. Kilka godzin wcześniej ukraińscy żołnierze, niemal nie zauważeni wycofali się z miasta. O 5.30 na ulicy Bóżniczej rozlega się grany na harmonii Mazurek Dąbrowskiego. Pierwszego dnia, wyzwolonego polskiego Lwowa, melodia przyszłego polskiego hymnu dla żydowskich mieszkańców miasta była złowieszczym dźwiękiem (...)

(...) W samym Rynku, na rogu Szewskiej, dosłownie kilkadziesiąt metrów od ratusza stoi kamienica. Dziś przerobiona na wielką piwiarnię o dość pretensjonalnej nazwie „Teatr Piwa”, w tamtym listopadzie mieścił się w niej elegancki, bogaty sklep jubilerski Zippera, znany w całej Galicji. O ósmej rano zjawił się tu por. Abraham (w II RP generał) ze swoim walecznym oddziałem, złożonym głównie z kryminalistów. Żołnierze na oczach dowódcy rozbijają granatami żaluzje, które chroniły wejście, wdzierają się do środka i zaczynają rabunek. Wokół nich gęstnieje tłum Lwowian. Przez cały okres walk polsko – ukraińskicj kryli się w swoich domach. Teraz było już bezpiecznie, było polskie wojsko, a nowy wróg nie miał broni. Postawa Abrahama i jego żołnierzy dała innym wojskowym i cywilom znak, że można. Usankcjonowała i legimityzowała rabunek, a później także mordy (...)

Tłum na czele z żołnierzami przemieszczał się teraz Krakowską, według sprawdzonego już schematu. Wojsko rozbijało grantami żaluzje i bramy, żołnierze strzelali do ludzi w oknach, rabowali wszyscy, najpierw sklepy, a gdy już opustoszały szli na górne piętra do mieszkań. Na ulicach leżały już pierwsze trupy.

O 9 rano komendant Lwowa ppłk. Czesław Mączyński wizytuje samochodem centrum miasta. Zjawia się też na Rynku. „Widziałem p. Mączyńskiego przejeżdżającego autem przez rynek i pobłażliwie uśmiechającego się na widok scen, o których wspomniałem (pogromu -aut). Zapomnieć i darować mu nie mogę, tego dnia i tego uśmiechu” - wspominał Maciej Rataj, późniejszy Marszałek Sejmu.

 

II RP

(...) W 1924 roku minister Stanisław Grabski zlikwidował szkoły ukraińskojęzyczne i wprowadził szkoły utrakwistyczne (dwujęzyczne), z językiem polskim i ukraińskim. W rezultacie w ciągu całego okresu istnienie II RP liczba ukraińskich szkół spadła z 3 662 do 144. W całym okresie międzywojennym żaden „nie-Polak” nie piastował funkcji ministra, wojewody, a nawet starosty. Nawet w tych powiatach (np. na Wołyniu), gdzie odsetek ludności ukraińskiej sięgał 90%.

Nieżyjący już prof. Bohdan Osadczuk, współpracownik paryskiej „Kultury”, odznaczony Orderem Orła Białego urodził się w 1920 r. w Kołomyi w rodzinie nauczycielskiej. „Niestety, nie było mi dane wyrastać w Galicji. Ukraińcom nie wolno było w Galicji zajmować stanowisk urzędniczych(...). Nauczyciele, urzędnicy pocztowi, czy kolejowi byli wysyłani do pracy w Kieleckie, Bydgoskie, Poznańskie. A do Galicji Wschodniej (Polacy nazywali te tereny Małopolską Wschodnią, a Ukraińcy – Ukrainą Zachodnią) przysyłano nauczycieli czy urzędników polskich. Ojciec był nauczycielem i został skierowany w Kieleckie” – wspominał Osadczuk.*

Jednym z elementów wprowadzania polskich porządków na kresach były pacyfikacje wsi ukraińskich. Jerzy Konrad Maciejewski, żołnierz 19. Pułku Piechoty Odsieczy Lwowa stacjonującego na północ od Tarnopola zanotował w listopadzie 1919 r.: „Druga ekspedycja karna. (…) Podobno nieustępliwe chłopstwo ponowiło napad na jakiś oddział hallerczyków i teraz my do spółki z batalionem, z którego pochodził napadnięty oddział, mieliśmy iść czynić sądy.

Więc oto Ludwiszcze. Potem historia jakżeż znana, wyprawy karne mają swój ustalony program: najpierw się >rekwiruje<, co się da, gdzieś w kąciku po cichu gwałci dziewczęta i kobiety (za cenę niezabierania inwentarza żywego lub niepalenia sadyby), w końcu podpala się pewną ilość chałup i… odchodzi w spokoju. (…)

Widziałem natomiast taką scenę. Przed chatą stał chłop, lat 50, w kożuchu. Zbliżył się do niego hallerczyk i czy to chciał zapalić strzechę, czy zdjąć kożuch ze starego, dość że tamten wzniósł ręce błagalnie i prosił o litość. Potem widziałem, jak żołnierz ujął karabin za lufę, wzniósł kolbę ku górze. Chłop zasłonił twarz rękoma… Ja się odwróciłem i usłyszałem głuchy trzask! Inny się chwalił, że jak >dźgnął< chłopa bagnetem w >kołdun<, to aż o ścianę się ostrze oparło. Mordercy! Rozumiem zabijanie ludzi w czasie bitwy, rozumiałbym zemstę tuż po napadzie, ale tak mordować na zimno – nie!”**

 

* Polska i Ukraina. Rozmowy z Bohdanem Osadczukiem, rozmawiał Basil Kerski i Andrzej St. Kowalczyk. Kolegium Nowej Europy Wschodniej. Wrocław 2008.

** Za: Żyjemy w dobie wielkiej przemiany. Jesień 1919 r. w dziennikach, listach i pamiętnikach. Gazeta Wyborcza, Ale Historia, 9 listopada 2019 r.

 

(...) Ukraińska społeczność Lwowa i Galicji Wschodniej uważała polskie rządy za okupację. Bojkotowano pierwszy spis powszechny, pobór do wojska,wybory parlamentarne w 1922 roku. Do 1923 r. oczekiwano z nadzieją na autonomiczny status Galicji. W pierwszych latach II RP Ukraińcy sprawnie zorganizowali swoje życie społeczne, kulturalne, edukacyjne w oficjalnym i nieoficjalnym obiegu. W lipcu 1921 r. rozpoczął działalność Tajny Uniwersytet Ukraiński we Lwowie, na którym studiowało aż 1500 studentów. W „podziemiu” działała też Ukraińska Szkoła Politechniczna. Obie uczelnie zostały rozbite w 1925 r. przez polską policję, czemu towarzyszyły aresztowania.

Ukraińskie partie należące do politycznego centrum dążyły do zdobycia autonomii w ramach państwa polskiego, uzyskanie niepodległości wydawało się zupełnie nierealne. Taki cel miała najbardziej wpływowa z tych partii, Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne, które powstało we Lwowie w 1925 r.

Największą zasługą galicyjskich partii centrowych było rozbudowanie gęstej sieci ukraińskich organizacji społecznych. Towarzystwo >Proswita< w 1925 r. liczyło 11 tysięcy członków i wspomagało działalność czytelni, z których korzystało dalszych 121 tysięcy osób. Towarzystwo >Ridna szkoła< (Szkoła ojczysta) dla zrównoważenia polonizacji szkolnictwa państwowego rozbudowywało własną sieć prywatnych szkół ukraińskich, a organizacja >Sojuz ukrajinok< (ZwiązekUkrainek) objęła znaczną część ukraińskich kobiet. Wielkie sukcesy odnosił ukraiński ruch spółdzielczy, który w 1937 r. obejmował około 3,5 tysiąca kooperatyw - ogółem 660 tysięcy członków” - pisał Jarosław Hrycak.**

Galicyjscy Ukraińcy stworzyli silne społeczeństwo obywatelskie, które obejmowało różne sfery życia narodu: od produkcji rolnej po tworzenie wartości kulturalnych i naukowych” - oceniał lwowski historyk.***

Legalna działalność to była tylko część ukraińskiego życia narodowego. Już w 1920 r. do czynnego oporu przeszli oficerowie i żołnierze Ukraińskiej Armii Halickiej, tworząc tajną Ukraińską Organizację Wojskową (...). 

* Jarosław Hrycak: Historia Ukrainy 1772-1999, narodziny nowoczesnego narodu

** tamże

*** tamże

 

(...) Prawica, a zwłaszcza prawicowa młodzież studencka była teraz bardziej zainteresowana społecznością żydowską niż ukraińską. Antyżydowskie rozruchy były coraz silniejsze, burdy i napady przenosiły się z uczelni także na ulice miasta. Bandy korporantów, uzbrojone w kastety i kije atakowały studentów i przechodniów, którzy choć trochę mieli wygląd semicki. W 1929 r. została „sprofanowana” procesja Bożego Ciała, profanacja miała polegać na śmiechu płynącym z żydowskiej szkoły. Oburzenie ludu, a zwłaszcza braci studenckiej, było tak wielkie, że zamieszki na ulicach miasta trwały kilka dni, choć ostro pacyfikowała je policja. Wyjątkowo perfidną rolę odegrali biskupi: katoliccy – Twardowski i Lisowski oraz ormiański – Teodorowicz. Wystosowali oni odezwę „Do kochanej Młodzieży”. Niby wzywali do zaniechania protestów, ale jednocześnie usprawiedliwiali awantury i „szlachetne oburzenie”, zapewniając, że mają niezbite dowody jak „wielka była zniewaga najświętszych chrześcijańskich uczuć”. Dowody te nigdy nie zostały ujawnione. Tak jak na przełomie XIX i XX w., tak w okresie międzywojennym katolicki kler, ormiański zresztą też, kreował nienawiść wobec Żydów.(...)

 

Krwawy protest robotniczy w 1936 r.

W całym okresie międzywojennym Lwów był świadkiem robotniczych protestów przeciw biedzie i bezrobociu. Najbardziej krwawe wydarzenia miały miejsce w kwietniu 1936 r. W tym czasie protesty robotnicze przeszły przez wiele miast w Polsce. Robotnicy domagali się m.in. większego dostępu do robót publicznych. W Krakowie policja otworzyła ogień do protestujących robotników z fabryki Semperit, zginęło 10 osób.

 

We Lwowie 14 kwietnia przed siedzibą biura pośrednictwa pracy zgromadziła się grupa bezrobotnych domagających się zatrudnienia. Kiedy usłyszeli, że nie ma pieniędzy na zatrudnienie większej liczby ludzi, poszli po urząd miasta. Gmach był jednak obstawiony przez policję, więc ludzie cofnęli się na pobliski plac Akademicki. Wówczas pojawiła się konna policja, która natarła na protestujących. W stronę funkcjonariuszy poleciały kostki brukowe, jeden z nich wyjął pistolet i zaczął strzelać do tłumu. Pociski dosięgły dwóch robotników, jednego z nich, Władysława Kozaka, zabijając na miejscu, a drugiego raniąc śmiertelnie.

Następnego dnia na placu Akademickim zebrali się bezrobotni (ok. 5 tys. osób) na wiecu protestacyjnym. Obyło się bez ekscesów, ale policja zorganizowała prewencyjne aresztowania ludzi, którzy mogliby mieć jakiś związek z organizacją wiecu. Pogrzeb Władysława Kozaka miał się odbyć dzień później. Zgodnie ze zwyczajem Kozak powinien być pochowany na cmentarzu janowskim, tego domagała się też rodzina oraz komitet pogrzebowy złożony z przedstawicieli lewicowych partii i związków zawodowych. Oznaczało to jednak, że kondukt pogrzebowy z kostnicy w Zakładzie Anatomicznym przy Piekarskiej miałby do przejścia ok. 5 km, w tym przez centrum miasta. Władze nalegały więc na pochówek na Cmentarzu Łyczakowskim, blisko Piekarskiej. Organizatorzy postawili na swoim, chcąc pochować robotnika na bardziej „plebejskim cmentarzu”, niż „burżuazyjny” Łyczakowski.

 

O godz. 10 uczestnicy pogrzebu W. Kozaka zaczęli zbierać się na ul. Piekarskiej w pobliżu kaplicy Zakładu Anatomicznego; liczba zebranych według ocen policji doszła do 10 000, według organizatorów pogrzebu – do 50 000”* – informowała lwowska prasa.

Od Łyczakowskiej napływał zgiełk. (…) W wąwóz Łyczakowa jak potoki po burzy spływał nędzarski Kajzerwald, bezrobotne Zniesienie, zdziadziałe w kryzysie Podzamcze (...)”*.

Kobiety miały złe, brzydkie twarze. A mężczyźnie takie miny, jak przed decydującym pchnięciem noża. Nad głowami chwiały się transparenty, chorągwie i zabazgrane arkusze dykty. Wszystkie krzyczały z wściekłością: Pracy! Chleba! Sprawiedliwości! Schludne poczty sztandarowe związków robiły wrażenie zakłopotanych (...)”** – opisywał wydarzenia Wacław Biliński.

 

Z kolei Ksawery Pruszyński pisał: „Szara masa ludzka, masa z przedmieść, masa robotnicza i rękodzielnicza, dziś masa nędzarska, spłynęła pierwsza, jak wielka fala, przez miasto, w pyle i okrzykach, w huku strzałów kierowanych ku płynącej nad głowami czarnej, krótkiej trumnie, spłynęła zostawiając szlam połamanego żelaza, porozrzucanych kamieni, potłuczonego tupotem tysięcy nóg szklistego, ostrego żwiru. Fala władzy, jedyna którą spotkała na drodze, wcisnęła się powrotem w uliczki patrolami żołnierzy w stalowych hełmach, z bagnetami nasadzonymi na karabin, popędziła z hukiem ciężkich, obładowanych i zamkniętych samochodów obławy policyjnej”.****

Henryk Kuroń (ojciec Jacka Kuronia) wspominał te wydarzenia, w których sam uczestniczył, po dwudziestu latach: „Na pl. Bernardyńskim zagrał karabin maszynowy. (…). Wśród niosących trumnę zamieszanie. To trafiony został kulą z karabinu maszynowego robotnik z Zakładów Czyszczenia Miasta. Trumna leci z trzaskiem na bruk. Odkrywa się wieko i martwy Kozak po raz drugi pada na lwowski bruk.

* Za: Agnieszka Biedrzycka: Kalendarium Lwowa 1918 - 1939, Wydawnictwo Universitas, Kraków 2012

*/** Wacław Biliński: Pomadka od Hawurassa, Krakowa Agencja Wydawnicza, Łódź 1986

**** H. Kuroń, Tak było. (wspomnienie uczestnika, „Sztandar Młodych”, 16 maja 1956, za: Anna Bikont, Helena Łuczywo: Jacek, Wydawnictwo Agora

To, co się później działo, trudno opisać. Szał wściekłości ogarnął uczestników pogrzebu. Część idących podbiega do żelaznego parkanu, który otaczał miejscowy bazar, wyłamują łomy żelazne. Inni wyrywają sztaby z wystaw sklepowych, drą kostkę z bruku i tak uzbrojeni atakują karabin maszynowy. Ciało Kozaka włożone z powrotem do trumny, znowu wzniosło się nad głowami i kondukt rusza dalej. Teraz każdy prawie jest uzbrojony, trzyma w ręku łom żelazny, kratę lub kamień. Osobliwy, ponury, wstrząsający widok. Słychać tylko brzęk tłuczonych szyb, wywracane tramwaje i krzyk: >Nie rabować! Niszczyć! Nie rabować!<. Jeszcze raz na wysokości ulicy Rzeźnickiej, na Wałach Hetmańskich, ostrzelani zostają niosący trumnę. Znowu trumna spada na bruk. Jeszcze raz trup Kozaka pada na ulicę. Sznurkami, paskami od spodni wiążą towarzysze rozlatującą się trumnę i pochód uparcie prze dalej”.*

Ludzie pokrwawieni i obdarci znaleźli się naraz w śródmieściu, na Legjonów, na Akademickiej” – opisywał Pruszyński.

O tej porze skończyły się już biura, a zapełniło corso i kawiarnie. Muzyka grała w kawiarniach, i w okna tych kawiarni posypał się grad ciężkich kamieni. Wówczas już szyby zaczęto tłuc, jedne za drugiemi, masowo, wszędzie. Gazety pisały że była w tem jakaś sprawna organizacja, wskazywały na niszczenie aptek ze środkami leczniczemi i opatrunkowemi, ale ludzie lwowscy mówią na ogół zgodnie, że był to jakiś szał niszczenia. Na ulicy było pełno ludzi. Otóż ludzie ci patrzyli biernie i osłupiałe jak rozbijano szyby, jak wywracano zatrzymane tramwaje, jak podpalono stację benzynową, jak płomień jej buchał jaskrawo nad brukiem. Te pierwsze akty demolowania miały przede wszystkiem charakter niszczenia, nie grabieży”.*

W ścisłym centrum miasta, obok teatru trwała regularna walka. Demonstranci przewracali tramwaje, aby budować z nich barykady, wyrywano bruk z ulic, ale kondukt szedł dalej, mimo szarż policji konnej. W końcu naprzeciw tłumu stanęli policjanci z bronią gotową do strzału.

* Ksawery Pruszyński: Z cyklu „Podróż po Polsce”, Wśród szkła i plakatów. Wiadomości Literackie, 31.05.1936, za retropress.pl

 

(...) Policjanci stanęli. Unieśli mauzery (…). Oficer pod trzymającą wykusz kariatydą machnął szablą. Coś krzyknął. (…) Huk salwy. Ludzki przeraźliwy wrzask. Brzęk szyb. I przetaczające się coraz dalej echo w uliczkach. Ludzie padali na bruk. Blisko mnie jakiś inteligent w cwikierach z wielkim plakatem na piersi: >My chcemy Polski sprawiedliwej<, runął na twarz i tak pozostał”. *

Walka z użyciem broni białej i palnej trwała w wielu punktach miasta, a przedstawiciele policji twierdzili, że strzelano do niej z tłumu. Ulice Lwowa zupełnie dosłownie spłynęły krwią - oficjalnie zginęło 19 osób, nieoficjalnie podawano liczbę 31 zabitych na miejscu i 18, którzy zmarli w szpitalach, oraz 300 rannych.

Po rozruchach Lwów wyglądał, jakby przez miasto przeszedł front. „(...) Wielkie gmachy, gmach ubezpieczalni społecznej, gmach teatru Wielkiego, stały ostrzelane najgęstszym gradem pocisków. Szyby pobito tu dokładnie, co do jednej, zadeptywano butami na drobny mak. Lampy gazowe, wielkie lampy łukowe wisiały potłuczone, porozbijane. Resztki tych szyb szkliły się w ramach do słońca, tuż obok rozlepionych plakatów i odezw.

Wybite szyby i plakaty, mnóstwo wybitych szyb i niemniejsze mnóstwo porozlepianych wszędzie plakatów, dopiero razem wzięte, pokazały miasto podzielone na dwa obozy. Lwów, jak w ruskim miesiącu, podzielony był na dwa obozy, a zasieki tego frontu biegły wzdłuż rozbitych szyb i wypróżnionych z towaru lad sklepowych, a także wzdłuż tych plakatów”.**

Władza odpowiedziała aresztowaniami na ogromną skalę oraz potężną machiną propagandową. Już pierwszego dnia wieczorem po mieście krążyła policja wyciągając z domów wszystkich, którzy zdaniem władz byli podejrzani, niezależnie, czy brali udział w proteście, czy nie. Oficjalne dane mówią o aresztowaniu 1tys. – 1,5 tys. osób, faktycznie ta liczba mogła być wyższa. Skala zatrzymań była tak wielka, że musiano dementować plotkę o założeniu obozu koncentracyjnego pod Lwowem. Jednocześnie ruszyła machina propagandowa. Protestujący po prostu dali się sprowokować „agitatorom wywrotowym”, „działającym za pieniądze w imię obcych interesów”, w domyśle głównie komunistom.

* Wacław Biliński: Pomadka od Hawurassa, Krakowa Agencja Wydawnicza, Łódź 1986

* Ksawery Pruszyński: Z cyklu „Podróż po Polsce”, Wśród szkła i plakatów. Wiadomości Literackie, 31.05.1936, za retropress.pl

Późniejsza propaganda komunistyczne zaiste miała skąd czerpać wzorce. Podobnie jak w PRL po stanie wojennym, swoje oświadczenia potępiające organizatorów ogłaszały po kolei rozmaite organizacje: kombatantów, patriotów itp. Aresztowanych i ofiary przedstawiano jako pospolitych przestępców z ciążącymi na nich licznymi wyrokami. Tymczasem wśród rannych demonstrantów byli także legioniści i obrońcy Lwowa. Propaganda mocno przeszacowała siły i możliwości komunistów, byli oni zbyt słabi i zbyt nikłe mieli poparcie, aby zorganizować protest na taką skalę. Robotników wsparły natomiast związki zawodowe, partie lewicowe: PPS i Bund oraz socjalistyczne ugrupowania ukraińskie.

Dostrzegł to również Pruszyński: „Partje socjalne we Lwowie były zawsze słabe, zawsze nieznaczne, partje nacjonalistyczne wszystkich odcieni – silne, wpływowe. A jednak ten pochód, w którym szli ławą wszyscy, liczył nie tylko Polaków, liczył Ukraińców czy Rusinów, liczył Żydów, i polskie, ukraińskie, żydowskie imiona, Stanisławów, Wasylów i Mojżeszów znajdziemy na liście rannych i aresztowanych uczestników pochodu”. *

* Ksawery Pruszyński: Z cyklu „Podróż po Polsce”, Wśród szkła i plakatów. Wiadomości Literackie, 31.05.1936, za retropress.pl

 

 


 


 

 




 


 

O NAS | KONTAKT | REKLAMY | MAPA STRONY | MAPA XML

Netpress, Iwona Janczarek

ul. Cyklamenowa 5, 05-077 Warszawa
Tel: 604 201 109, E-mail: allpress@pro.onet.pl

NBS - najlepsze strony internetowe