12 listopada 2019, imieniny Renaty, Witolda, Czcibora

Na temat, natemat.com.pl, Piotr Janczarek, Iwona Janczarek
 
Strona główna
Rozrywka i Refleksja
Diety
Podróże
Zdrowie
Dzieci w szkole
Prawo i finanse
Ukraina
Smacznie
Berlin
  Kraje (countries)  Zbadaj się nim wyjedziesz.  Narty na Słowacji  Polska  NARTY  Wyszukiwarka miejsc noclegowych   Warszawa i Mazowsze  Rezerwuj i jedź  Na rowerze. Podróże małe i duże  Przewodniki  Hotel dla rodziny  Miguel Angel

Bieszczady dla początkujących. Najciekawsze miejsca.

fot. Jerzy Linder 

drukuj artykuł z portalu natemat.com.pl

Przewodnik - opowieść o Bieszczadach, napisana przez znawcę tematu, dedykujemy wszystkim, zarówno osobom, które nie mają "bieszczadzkiego" epizodu w swoim życiu, jak też podróżnikom dobrze znającym ten region. Podzieliliśmy go na kilka części:

O Bieszczadach i najważniejsze szlaki. Ustrzyki Dolne - bieszczadzka metropolia. Szlakiem architektury drewnianej. Naftowym szlakiem. Gdzie się zatrzymać, zjeść, odpocząć. Z Ustrzyk w drogę.

O autorze

Jerzy Linder

Jerzy Linder

(rocznik 1954) urodzony w Warszawie, dzieciństwo spędził w Ustrzykach Dolnych. Socjolog, dziennikarz, fotograf i grafik kontynuujący rodzinne tradycje – jest siostrzeńcem wybitnego typografa i linorytnika Stanisława Gliwy.
W latach 80. i 90. XX w. związany m.in. z redakcją dziennika „Sztandar Młodych”. Przez ponad 20 lat dokumentował karierę zespołu DŻEM, był również nieformalnym rzecznikiem prasowym kapeli.
Projektował okładki płytowe m.in. zespołów DŻEM, Closterkeller, One Milion Bulgarians, ZIYO, 1984.
Publikował w prasie muzycznej, młodzieżowej i kobiecej, ale najbardziej sobie ceni wieloletnią współpracę z… miesięcznikiem „Przegląd Pożarniczy”. – Z magii czerwonych samochodów po prostu nigdy się nie wyrasta – wyjaśnia.
Jest żonaty ma dorosłą córkę Weronikę, którą zaraził miłością do Bieszczadów i klimatów pogranicza.


O Bieszczadach, dwa główne szlaki

Gdy z punktu widokowego w pobliżu Lutowisk, przy tzw. Dużej Obwodnicy, oglądamy sinawą panoramę wysokich Bieszczadów, mając na pierwszym planie porośnięte mroczną puszczą stoki Otrytu, zaczynamy wierzyć legendzie tłumaczącej nazwę tych fascynujących gór. Pierwsze opisy określają je jako krainę pełną czadów (czyli mgieł) oraz biesów czyhających na śmiałków, którzy poważą się zapuścić w te dziewicze ostępy.

W części położonej na terenie Polski (główne partie znajdują się na Ukrainie) Bieszczady obejmują obszar ok. 2100 km kw. Ich naturalne granice wyznaczają: od zachodu rzeka Osława, od wschodu granica z Ukrainą, od południa pasmo Wielkiej i Małej Rawki. Na północy Bieszczady łączą się łagodnie z malowniczymi Górami Słonnymi wchodzącymi w skład Pogórza Przemyskiego. Znacznie ponad połowę stoków górskich pokrywają lasy, głównie bukowe i jodłowo – bukowe, w niektórych rejonach (np. w paśmie Otrytu, Chryszczatej, Terki) zachowujące niemal pierwotny charakter. Same góry utworzone są z tzw. fliszu karpackiego, czyli z ułożonych na przemian warstw łupków i piaskowca. Długie łańcuchy górskie poprzedzielane są rozległymi dolinami krystalicznie czystych rzek (San, Osława, Solinka, Wetlina) i potoków (Wołosaty, Nasiczański, Caryński). W południowej, wysokiej części krainy występują skałki i osuwiska kamienne zwane tu grechotem.
Połonina Caryńska, fot. Jerzy LinderOsobliwością Bieszczadów są połoniny, czyli łąki położone powyżej górnej granicy lasów, na wysokości ok. 1100 m. Pokrywa je niezwykle bujna roślinność zbliżona w charakterze do alpejskiej. Warto wiedzieć, że spośród 1,5 tysiąca gatunków składających się na tutejszą florę, jest 30 odmian endemicznych, czyli występujących wyłącznie w obrębie wschodnich Karpat.
Dzika i trudno dostępna puszcza to ostoja 250 gatunków fauny. Żyją tu żubry, wilki, rysie, żbiki, jelenie i niedźwiedzie, których bieszczadzkie ostępy są największym w Polsce siedliskiem. Można tu także spotkać puchacza, orła przedniego, bociana czarnego, salamandrę, żmiję zygzakowatą i niezmiernie rzadkiego węża Eskulapa. Dla ochrony cudów przyrody utworzono Bieszczadzki Park Narodowy, dwa parki krajobrazowe i kilkanaście rezerwatów.

W samym sercu Bieszczadów, wśród wzniesień sięgających 600 m., leży słynne „Bieszczadzkie Morze”, czyli Jezioro Solińskie. Powstało ono w I poł. lat 60. XX w. w wyniku spiętrzenia wód Sanu i Solinki przez zaporę w Solinie. Długość linii brzegowej tego zalewu Zalew Soliński, fot. Jerzy Linderprzekracza 160 km. Liczne zatoki wrzynające się w górskie zbocza i ujścia wartkich strumieni tworzą niepowtarzalny krajobraz przypominający fiordy. Na północ od Solińskiego znajduje się mniejsze, ale równie malownicze Jezioro Myczkowieckie. Oba zbiorniki są istnym rajem dla wędkarzy i wodniaków.

Turyści zmotoryzowani nie będą mieli większych trudności z dotarciem w najbardziej malownicze zakątki gór. Umożliwiają to dwie doskonale utrzymane pętle drogowe zwane Małą i Dużą Obwodnicą. Łączą one główne ośrodki turystyczne regionu. Od obwodnic w głąb terenu prowadzą liczne drogi lokalne. Ich jakość bywa różna, choć trzeba przyznać, że w ostatnich latach, dzięki funduszom unijnym, bardzo się poprawiła. Warto jednak pamiętać, że nawet te najlepiej utrzymane wymagają od kierowcy większych niż przeciętne umiejętności.

Zwiedzanie Bieszczadów można podzielić na dwa główne szlaki.

Pierwszy poprowadzi nas z Zagórza przez Komańczę, Cisną, Wetlinę, Ustrzyki Górne, Lutowiska do Czarnej. W Komańczy możemy odwiedzić klasztor ss. Nazaretanek – miejsce internowania ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego w latach 50. XX w. Warto zatrzymać się na parkingu opodal Przełęczy nad Berehami. Roztacza się stąd wspaniały widok na Połoniny: Wetlińską (1255 m) i Caryńską (1297 m) oraz na najwyższe bieszczadzkie szczyty: Tarnicę (1346 m), Halicz (1333 m) i Krzemień (1335 m).

W Czarnej należy skręcić w lewo – na Małą Obwodnicę, która biegnie m.in. wzdłuż południowych i zachodnich brzegów Jeziora Solińskiego. Liczne punkty widokowe pozwolą obejrzeć panoramę Bieszczadów wysokich (Polana Ostre), malownicze wody zalewu (Chrewt, Wołkowyja) i porohy Sanu (Rajskie). W uzdrowiskowym Polańczyku skręcimy na Hoczew i Lesko, skąd powrócimy do Zagórza.
 Trasa drugiej wyprawy wiedzie z Zagórza przez Lesko i Myczkowce do Soliny i Ustrzyk Dolnych. Wycieczkę zacznijmy od zwiedzenia ruin XVIII-wiecznego klasztoru karmelitów bosych. Ta wspaniała budowla, na którą składają się resztki kościoła z zachowanymi (pod gołym niebem!) polichromiami, szpitala, murów obronnych, bramy i budynków gospodarczych wznosi się na wysokiej skarpie nad zakolem Osławy. Niestety, lata zaniedbań i przeprowadzone niedawno niezbyt udolnie zabiegi „konserwatorskie” dały się temu pięknemu obiektowi poważnie we znaki.

Synagoga w Lesku, fot. Jerzy LinderW odległym o 18 km Lesku warto obejrzeć pochodzącą z XVI w. synagogę obronną (jedyną tego typu w Polsce) i kirkut, czyli cmentarz żydowski, a na nim macewy (nagrobki) pochodzące nawet z XVII w. Około 5 km od miasta, przy szosie wiodącej do Ustrzyk Dolnych w miejscowości Glinne trzeba koniecznie wdrapać się Kamień Leski – samotną skałę (służącą niegdyś za kamieniołom), z której rozciąga się wspaniały widok na Góry Słonne i Bieszczady.

Jadąc dalej, przez Uherce Mineralne dotrzemy do Myczkowiec, gdzie znajduje się mniejsza z dwóch słynnych zapór wodnych i kolejna hydroelektrownia. W pobliżu warto odwiedzić wieś Zwierzyń i sprawdzić, czy woda ze zlokalizowanego tu cudownego źródełka rzeczywiście działa uzdrawiająco.

Drogą wzdłuż brzegów Jeziora Myczkowieckiego dostaniemy się do Soliny. Wysoka na przeszło 80, długa na 664 m. betonowa zapora i zespół elektrowni są istnym cudem inżynierii. Bez spaceru po koronie budowli nie ma mowy o zaliczeniu wycieczki w Bieszczady. Warto wspomnieć, że w ostatnich latach udostępnione zostało do zwiedzania także wnętrze tamy, kryjące ponad 2 km korytarzy. Szczegółowe informacje na ten temat znajdziemy na stronie www.solina.pl .

Ostatni etap wycieczki doprowadzi nas do leżących zaledwie 8 km od granicy Ustrzyk Dolnych. W miasteczku nazywanym czasem stolicą Bieszczadów odwiedźmy Ośrodek Naukowo-Dydaktyczny Bieszczadzkiego Parku Narodowego (Muzeum Przyrodnicze), gdzie w logicznej i przejrzystej formie prezentowana jest geologia, fauna i flora regionu. Na południe od Ustrzyk, po drugiej stronie pasma Równi znajduje się wieś o tej samej nazwie. Tutaj zachowała się w idealnym stanie XVIII-wieczna drewniana cerkiew bojkowska (obecnie kościół rzymsko-katolicki). Jest ona jednym z najcenniejszych zabytków tego typu w naszym kraju. Na wschód od miasta, tuż przy drodze prowadzącej do Ustrzyk Górnych znajduje się wieś Jasień, gdzie warto odwiedzić Bieszczadzkie Sanktuarium Maryjne.

Podróżując po Bieszczadach nie musimy lękać się ani o godziwą kwaterę, ani o aprowizację. W ostatnich latach rozwinęła się tu znakomita baza noclegowa i gastronomiczna. Godne polecenia są zwłaszcza liczne gospodarstwa agroturystyczne skupione m.in. w stowarzyszeniu Galicyjskie Gospodarstwa Gościnne – Bieszczady ( www.bieszczady.podkarpackie.pl ). Co istotne, można w nich wypocząć nie nadszarpując zbytnio portfela – nocleg wraz z dwoma posiłkami dziennie rzadko kosztuje więcej niż 60 zł/os. (ceny samego noclegu mieszczą się na ogół w przedziale 20 – 30 zł/os.). Można też oczywiście skorzystać z licznych pensjonatów i hoteli, jednak wówczas trzeba się liczyć z wydatkiem rzędu 40 – 250 zł/os. Szczegółowy przegląd ofert można znaleźć m.in. na stronie www.bieszczady.pl 
zdjęcia: Połonina Caryńska, Jezioro Solińskie, synagoga w Lesku, fot. Jerzy Linder

Bieszczadzka metropolia

Piękne miasto w samych górach, dwie ulice jeden gmach. Wszyscy chodzą tu po dziurach. Każdy żyje jak się da – tak o Ustrzykach Dolnych śpiewa ich bodaj najsławniejszy obecnie mieszkaniec, Siczka – lider punk rockowego zespołu KSU. Gdy zakładał go z grupą przyjaciół w końcówce lat 70. XX w., miasteczko przeżywało okres burzliwego rozwoju przemysłowego i społecznego. Wzniesiono tu bowiem olbrzymi kombinat drzewny, do którego budowy, a następnie obsługi ściągnęli ludzie z całej Polski. W ciągu kilku lat populacja Ustrzyk wzrosła dwukrotnie – z ok. 5 do 10 tys. Nieco ponad dekadę później kombinat, podobnie jak kilka innych przedsiębiorstw splajtował i miasto pogrążyło się w głębokiej zapaści.

Ustrzyki rynek, fot.Jerzy LinderAż trudno w to uwierzyć dzisiaj, gdy patrzy się na pięknie przebudowany Rynek, równe jezdnie i wykładane kostką chodniki, stacje narciarskie, kawiarniane ogródki czy odwiedzając nowoczesną krytą pływalnię. Władze lokalne, które potrafią sięgać do unijnej kasy, postawiły na rozwój turystyki. I słusznie, bowiem Ustrzyki Dolne i okolice mają zdumiewająco dużo do zaoferowania.
Atutem jest już samo położenie przy Dużej Obwodnicy. W wysokie Bieszczady jest stąd niewiele ponad 40 km, nad Zalew Soliński tylko 20 km, do granicy z Ukrainą i przejścia drogowo-kolejowego w Krościenku – 8 km. Geograficznie miasto leży w paśmie Gór Sanocko – Turczańskich. Dużą część otaczających gród wzniesień zajmują mieszane bory stanowiące część ogromnego kompleksu leśnego ciągnącego się od Słowacji po Ukrainę. Od północy i wschodu Ustrzyki Dolne okala Park Krajobrazowy Gór Słonnych.

Samo miasto wciśnięte jest w kotlinę pomiędzy czterema górami. Od wschodu zamyka ją Orlik (618 m), od południa Gromadzyń (654 m), od zachodu Mały Król (642 m), od północy Kamienna Laworta (769 m). To usytuowanie oraz długi okres zalegania śniegu sprawia, że Ustrzyki Dolne są bardzo atrakcyjne dla narciarzy. Czeka tu na nich kilka wyciągów (w tym jeden krzesełkowy) w większości skupionych wokół stacji narciarskich Gromadzyń i Laworta. Trasy zjazdowe na tej ostatniej umożliwiają rozgrywanie zawodów wg regulaminu FIS. Więcej informacji na ten temat na stronie www.ustrzyki-narty.pl .

Poza sezonem zimowym zbocza i grzbiety okolicznych gór dają okazję do wędrówek dobrze oznakowanymi szlakami spacerowymi.Cerkiew grekokatolicka w Ustrzykach D., fot. JL Jednym z nich można dojść do przełęczy pod Wielkim Królem (732 m), gdzie znajdują się źródła przepływającego przez Ustrzyki Strwiąża – jedynej polskiej rzeki toczącej swe wody do Morza Czarnego. Znajdujemy się bowiem już za umowną granicą zlewiska Bałtyku i Morza Czarnego, przebiegającą wzdłuż grzbietu niedalekiej góry Żuków.

Skoro o granicach mowa, warto wspomnieć, że miasto nad Strwiążem po wojnie powróciło w rubieże Polski dopiero w 1951 roku! Miała wówczas miejsce akcja „wymiany terytoriów państwowych” pomiędzy PRL a Ukraińską SRR. W zamian za fragment ówczesnego obwodu drohobyckiego (zawierającego m.in. Ustrzyki Dolne, Czarną, Lutowiska i Krościenko) przekazaliśmy potężnemu sąsiadowi szmat województwa lubelskiego z miastami Bełz, Sokal, Uhnów, Krystynopol i Waręż. Mieszkańców tych żyznych okolic przeniesiono pod koniec 1951 r. w Bieszczady, gdzie – nierzadko w pionierskich warunkach – przywracali cywilizację na terenach zrujnowanych wojną, kilkuletnimi walkami z UPA i wyludnionych po przymusowych wysiedleniach rdzennej ludności (Ukraińców i Łemków). Przed ponownym przyłączeniem Ustrzyk do Macierzy granica z Ukraińską SRR przebiegała mniej więcej przez przejazd kolejowy w Ustianowej Górnej, ok. 5 km na zachód od miasta.

Wojny i trwające przez kilka lat rządy radzieckie dały się Ustrzykom solidnie we znaki, stąd też niewiele tu zachowanych zabytków. Najokazalszymi śladami czasów minionych są XIX-wieczne kamieniczki w północnej pierzei rynku oraz dwie świątynie.

W pobliżu stacji kolejowej natrafimy na rzymskokatolicki kościół p.w. Matki Bożej Królowej Polski zbudowany w latach 1909-11. We jego wnętrzu można podziwiać ikonę Matki Boskiej z Dzieciątkiem z XVII w., przywiezioną przez przesiedleńców z Bełza oraz XVIII-wieczny obraz św. Józefa. Niestety, ten neogotycki kościółek jest obecnie dość dziwacznie przebudowywany. 

U wylotu ul. Szkolnej, w centrum mista stoi murowana cerkiew greckokatolicka p.w. Zaśnięcia Matki Bożej z 1874 r. W latach 1944 – 1985 r. niszczała, użytkowana jako magazyn pasz i nawozów. Obecnie służy nielicznej społeczności ukraińskiej zamieszkującej miasto i okolice.

Przed II wojną światową była tu także bożnica, w której modlili się stanowiący połowę mieszkańców Ustrzyk Żydzi. Pozostał po nich tylko kirkut – cmentarz na północnym stoku Gromadzynia (po lewej stronie głębokiego jaru). Synagoga przetrwała. Dziś w mocno przebudowanym gmachu mieści się biblioteka miejska.

Las na Laworcie, fot. Jerzy LinderTuż za nią znajduje się plac targowy. To kolejna osobliwość bieszczadzkiej stolicy. Pomiędzy straganami i na przyległych uliczkach spotkać tu można codziennie kobiety szepczące konfidencjonalnie: – Papierosku? Wodku? Koniaczku? Objuczone tobołami, niebogato odziane panie to Ukrainki, które przyjechały do Ustrzyk pociągiem z pobliskiego Chyrowa. Dorabiają cienką kontrabandą do żałosnych pensji. Trafiają się wśród nich absolwentki radzieckich jeszcze konserwatoriów, fizjoterapeutki, nauczycielki. Z niejasnych powodów miejscowi obwiesie zaopatrujący się u przybyłych w bezakcyzowe fajki i gorzałkę, zwracają się do nich na „ty”, podobnie jak kontrolujący je policjanci…

Bliskość granicy i spore bezrobocie sprawiają, że szemranym handelkiem zajmuje się także spora grupa miejscowych. Uważny obserwator zauważy zapewne, że po Ustrzykach jeździ bardzo dużo leciwych volkswagenów passatów w wersji kombi. Jest to ulubione auto szmuglerów – pakowne i z dużym zbiornikiem na benzynę, której litr na najbliższej ukraińskiej stacji paliw kosztuje ok. 3 zł! Wiek tych pojazdów sprawia, że w razie konfiskaty za przestępstwa celne ich utrata nie jest zbyt bolesna dla właścicieli.

Ustrzyckie dworzec kolejowy tętnił niegdyś życiem. Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku dyżurny ruchu odprawiał tu osiem par pociągów dziennie. Z perły Bieszczadów można było wygodnie dojechać (przez Zagórz) do Krosna i Jasła. Miasteczko miało też bezpośrednie połączenie z Przemyślem, Lublinem i Warszawą. Pospieszny zdążający w tym kierunku przekraczał granicę państwową w Krościenku i eskortowany przez sztywnych jak pogrzebacz radzieckich pograniczników toczył się ok. 30 km przez terytorium Kraju Rad do Medyki. Było to możliwe m.in. dzięki temu, że po „tamtej stronie” zachowały się jeszcze tory o europejskim rozstawie szyn, położone (jak cała linia Wiedeń – Przemyśl – Lwów) jeszcze za panowania cesarza Franciszka Józefa I. Obecnie zabytkowy dworzec, odrestaurowany zaledwie 10 lat temu, niszczeje pusty i martwy. Jedyne pociągi, które przetaczają się przez smętne perony, to niesamowicie zdezelowane składy „międzynarodowego” z Jasła do Chyrowa (dwa połączenia dziennie tam i tyleż powrotnych). Bilet do ukraińskiej stacji można kupić u gburowatego konduktora PKP. Do przekroczenia granicy w Krościenku konieczny jest ważny paszport. 

Prawie pośrodku północnej pierzei Rynku zlokalizowane jest Bieszczadzkie Centrum Informacji i Promocji. Oprócz stosownych usług oferuje ono rozmaite wydawnictwa o tematyce regionalnej i turystycznej. Wyróżnia się wśród nich „Bieszczad” – starannie redagowany rocznik poświęcony historii, przyrodzie i kulturze Bieszczadów. W BCIiP zaopatrzyć się można także w lokalną walutę: monety 3 Biesy i 3 Czady (obie o wartości 3 zł) oraz 4 Bieszczady (po 4 zł). Wszystkie te walory w określonym czasie po wprowadzeniu do obiegu były honorowane w miejscowych placówkach handlowych i gastronomicznych, a obecnie mają sporą wartość kolekcjonerską. W maju 2010 r. władze miasta wyemitowały bony o nominale 10 Bieszczadów (ekwiwalent 10 zł). Zdobi je wizerunek Eugeniusza Wanieka (1906 – 2009), wybitnego malarza urodzonego i wychowanego w Ustrzykach Dolnych. Od lutego 2009 r. wspólnie z Urzędem Miejskim BCIiP udostępnia Hotspot – darmowy dostęp do Internetu w bezpośrednim sąsiedztwie Centrum, przy Rynku.

Niedaleko stąd, u zbiegu ulic Pionierskiej i Bełskiej czeka na turystów Ośrodek Naukowo-Dydaktyczny Bieszczadzkiego Parku Narodowego. w którym obejrzeć można ekspozycję poświęconą BPN oraz florze i faunie Bieszczadów. W miesiącach letnich można tu także posłuchać ciekawych wykładów prowadzonych przez pracowników naukowych Parku. Ośrodek czynny jest w godz. 10 – 17, prócz poniedziałków.

Szlakiem architektury drewnianej

cerkiew w Hoszowie, fot. Jerzy LinderNie oddalając się bardzo od Ustrzyk Dolnych można i należy zobaczyć kilka dawnych cerkwi greckokatolickich nanizanych na Szlak Architektury Drewnianej. Znajdziemy na nim wiele urokliwych świątyń o charakterystycznych cebulastych wieżach, wznoszonych w stylach właściwych dla dawnych mieszkańców tej części Karpat – Łemków i Bojków. Są piękną, czasem melancholijną pamiątką po czasach, gdy Bieszczady były pograniczem kultur łacińskiej i bizantyjskiej, krainą w której zgodnie koegzystowały różne nacje i religie.

Do najpiękniejszych należy bojkowska cerkiewka w Równi (ok. 3 km od miasta) pochodząca z początku XVIII stulecia. Ruscy cieśle zbudowali ją bez użycia jednego gwoździa z potężnych, drewnianych kloców łączonych na zrąb. Schody z babińca do dzwonnicy są wycięte w jednym kawałku drewna! Świątynię wieńczą trzy kopuły kryte gontem (podobnie jak dach).

Z końca tego samego wieku pochodzi cerkiew Krościenku (ok. 7 km od Ustrzyk). Stoi na pagórku wśród starych lip razem z dzwonnicą przykrytą wspartym na słupach, krytym gontem brogowym dachem.

Równie piękna, choć dużo młodsza jest świątynia w Hoszowie (8 km od Ustrzyk), wzorowana na cerkwiach huculskich. Zbudowana została w latach 30. ubiegłego wieku na planie krzyża greckiego, trójdzielna, z centralną kopułą.
Ok. 10 km na północ od Ustrzyk Dolnych w Parku Krajobrazowym Gór Słonnych leży wieś Leszczowate. Jadąc w kierunku Ropienki zauważymy po lewej stronie lśniące kopuły cerkwi św. Paraskiewy. Jest to świątynia drewniana, na rzucie krzyża łacińskiego, z prezbiterium zamkniętym trójbocznie i cebulastą kopułą na ośmiobocznym tamburze. Pozostały w niej cerkiew w Leszczowatych, fot. Jerzy Linderfragmenty ikonostasu z końca XVII w. Znajdują się tam dwa ołtarze i tzw. carskie wrota z ikonami ewangelistów oraz wrota diakońskie z ikonami św. Mikołaja i św. Michała Archanioła. Najstarsza jest ikona (z XVII w.) przedstawiająca Chrystusa na krzyżu z Matką Boską, św. Janem Ewangelistą, św. Niewiastami i Longinem u stóp. Na ścianach wewnątrz cerkwi znajdują się liczne freski przedstawiające Chrystusa i świętych.. Obok cerkwi stoi dzwonnica z XIX w. z trzema dzwonami, jeden z nich pochodzi z XVI w.

Nieco dalej od Ustrzyk, 17 km. na południe znajduje się duża wieś Czarna – siedziba gminy. Zobaczymy tu cerkiew pw. Św. Dymitra z 1834 r. Jest to budynek drewniany, trójdzielny, o konstrukcji zrębowej. Ma dwuspadowe dachy kryte blachą. Nad nawą cieśle ulokowali ośmioboczną wieżyczkę na sygnaturkę. Zachodnia fasada świątyni ma formę sześciosłupowego portyku. Tutaj również zachował się oryginalny ikonostas.
Pięknych drewnianych cerkwi jest na opisanym szlaku o wiele więcej: choćby w Jałowem, Hoszowszczyku, Bystrem, Smolniku. Z pewnością warto znaleźć trochę czasu i odwiedzić je wszystkie.

Naftowym szlakiem

Kierując się na północ od Ustrzyk Dolnych w kierunku Gór Słonnych, przejedziemy przez wsie Łodyna i Ropienka. Tuż przy drodze dostrzeżemy dziwne maszyny, przypominające nieco sylwetki ptaków. Niektóre to pochylają się, to prostują niespiesznie, jakby potakującym ruchem. To kiwony – urządzenia charakterystyczne dla kopalni ropy naftowej. W pobliżu Ustrzyk Dolnych było ich kilka (m.in. w Czarnej), a samo miasto szczyciło się posiadaniem sporej rafinerii. Obecnie wydobycie surowca jest śladowe, lecz eksploatacja złóż wciąż jeszcze się opłaca. Podustrzyckie kiwony są pamiątką po czasach, gdy Podkarpacie było prawdziwą potęgą naftową. W oddalonym zaledwie 70 km Borysławiu (obecnie Ukraina) w połowie XIX w. natrafiono na bogate złoża ropy i gazu ziemnego. Jeszcze przed końcem stulecia w okolicy miasteczka pracowało 12 tys. szybów! W pobliskim Drohobyczu powstało kilka potężnych rafinerii nafty – jednych z największych na kontynencie europejskim. 

Jednym z najstarszych ośrodków górnictwa naftowego na świecie był także Bandrów (ok. 12 km od Ustrzyk Dolnych). Kopalnie ropy naftowej istniały tu przed rokiem 1884. Wieś ta, nosząca obecnie nazwę Bandrów Narodowy, ma bardzo ciekawa historię. W 1783 w ramach akcji osadniczej prowadzonej przez cesarza Austrii Józefa II osiedlono tu kolonistów niemieckich. Zajętą przez nich część miejscowości nazwano Bandrów Kolonia. Utworzona tu parafia ewangelicka obejmowała m.in. osady Steinfels, Obersdorf, Siegenthal oraz Prinzenthal. W 1940 wszyscy mieszkańcy niemieckiego pochodzenia zostali przesiedleni do Rzeszy. Pozostały po nich resztki cmentarzy ewangelickich oraz charakterystyczny łańcuchowy układ zabudowy wraz z częścią domostw oraz licznymi kapliczkami i krzyżami przydrożnymi. Bardzo warto odwiedzić tę miejscowość znaną także z Międzynarodowych Festynów Ludowych „Koszykalia”. Lokalni twórcy prezentują na nich rzeźby, obrazy, wyroby z wikliny i bibuły, haft i koronkarstwo. Podczas kiermaszu można oczywiście popróbować oryginalnych regionalnych potraw sporządzonych według starodawnych receptur i posłuchać muzyki styku kultur polskiej, bojkowskiej, ukraińskiej i niemieckiej w wykonaniu zespołu folklorystycznego Bieszczadzki Dom, którym kieruje Lucyna Zawadzka.

„Koszykalia”, odbywające się zawsze w sierpniu, są jednym z wielu festynów organizowanych latem w Bieszczadach. Szczególnie godne polecenia są ustrzyckie „Bojkowiana” i Święto Chleba, na które zaprasza corocznie gospodarstwo agroturystyczne „U Flika” w Dźwiniaczu Dolnym (ok. 5 km od miasta).

Gdzie się zatrzymać, zjeść, odpocząć?

Gdy już zmęczą nas wycieczki, zwiedzanie i festyny, możemy wrócić do ustrzyckiej bazy i zrelaksować się w Międzyszkolnej Krytej Pływalni „Delfin”. Znajduje się tu 25-metrowy basen pływacki, duża zjeżdżalnia (62 m długości!), brodzik dla dzieci, gejzery i bicze wodne, a także sauna, solarium, suchy masaż, siłownia rekreacyjno-rehabilitacyjna; profesjonalny stół bilardowy i piłkarzyki oraz kawiarenka internetowa. Głód i pragnienie można zaspokoić w barze. Godzina pobytu w hali basenowej kosztuje przeciętnie ok. 6 zł. (Szczegółowy cennik i oferta na www.delfin.ustrzyki-dolne.pl ). W 2009 r. na otaczających pływalnię terenach rekreacyjnych rozpoczęto budowę zespołu basenów odkrytych.

Turyści muszą rzecz jasna gdzieś spać i jeść. Z tym nie ma kłopotu ani w samych Ustrzykach, ani w gminie. Miejsc noclegowych w kwaterach różnych typów – od hoteli do pokoi gościnnych jest tu naprawdę dużo. Oferują zróżnicowany standard i, co za tym idzie – ceny odpowiednie do rozmaitych zasobów portfeli.

Oto kilka przykładów.
Dla gości zamożniejszych i wymagających luksusu przeznaczony jest np. pensjonat Villa Neve mieszczący się w dużej, starannie odrestaurowanej secesyjnej willi. Ceny pokoi (1, 2, 3-osobowych) ze śniadaniem w postaci szwedzkiego bufetu wahają się tu od 120 do 270 zł za dobę. W podziemiu urządzono przytulną kafeterię dla gości. Pensjonat może pomieścić ok. 30 osób (więcej na www.villaneve.pl ).

Tańszy, lecz także wygodny jest Hotelik Ustrzycki, dysponujący 50. miejscami. Doba w pokoju 1, 2, 3 lub 4-osobowym kosztuje tu od 40 do 100 zł od osoby. Na miejscu można zamówić wyżywienie od 35 zł/os. Do dyspozycji gości aneks kuchenny z pełnym wyposażeniem. W tym samym budynku znajduje się sklep spożywczy, pozwalający zrobić zakupy bez oddalania się od kwatery (więcej na www.hotelikustrzycki.pl ).

Zarówno Villa Neve, jak Hotelik Ustrzycki położone są blisko stacji narciarskiej Gromadzyń, za to dość daleko od centrum miasta. Dla tych, którzy cenią kameralną atmosferę i komfort, a jednocześnie lubią mieć wszędzie blisko przeznaczony jest pensjonat Helvet położony niemal przy samym Rynku, vis á vis Ośrodka Naukowo-Dydaktycznego Bieszczadzkiego Parku Narodowego. W sześciu przytulnych pokojach zmieści się tu (zależnie od konfiguracji łóżek) do 17 gości. Cena noclegu: 50 zł/os. Po wcześniejszym uzgodnieniu z gospodarzami można tu przyjechać z czworonożnym pupilem. Na parterze pensjonatu znajduje się dobrze zaopatrzony sklep z artykułami sportowymi i turystycznymi oraz serwis i wypożyczalnia sprzętu narciarskiego, a latem rowerów (więcej na www.noclegi-helvet.pl ).

Głód można w Ustrzykach zaspokoić w wielu miejscach. Do najpopularniejszych należy pizzeria Orlik położona w samym Rynku. Lokal oferuje 80 (!) rodzajów włoskiego specjału i inne przysmaki. Jedzenie jest świeże, smaczne i niezbyt groźne dla portfela. Najdroższa pizza (o średnicy 30 cm) kosztuje 18 zł. Półlitrowe piwo z pompy (Okocim) – 4 zł. Latem Orlik dysponuje przestronnym ogródkiem pod parasolami i drugim ogródkiem piwnym w północnej pierzei Rynku.

Amatorom naprawdę doskonałej i zróżnicowanej kuchni polecam odwiedziny w restauracji Niedźwiadek tuż przy dworcu kolejowym. W bezpretensjonalnie urządzonym wnętrzu, przypominającym nieco wiejskie gospody na Słowacji, zostaniemy obsłużeni sprawnie i z uśmiechem przez urocze kelnerki. Karta dań jest bardzo bogata. Szczególnie rekomendujemy pielemieni, czyli małe rosyjskie pierożki (porcja 10,90 zł). Na większy głód weźmy „wątróbkę lwowską” z kaszą gryczaną (duża porcja za 17,50 zł) lub „rożki baranie”, czyli kiełbaski z bazylią i czosnkiem (21 zł). Ogromny „półmisek niedźwiedzia” to mięsna uczta dla dwóch, trzech bardzo wyposzczonych misiów (29,50 zł). Kultową wręcz pozycją w wielu podkarpackich knajpkach jest placek bieszczadzki, zwany czasem węgierskim. Jest to rodzaj ziemniaczanego omleta z grzybowo-mięsnym farszem, obficie polany śmietaną. W Niedźwiadku ta pyszna kaloryczna bomba kosztuje 22 zł. Radzimy zamówić jedną porcję na dwie osoby. Inną specjalnością restauracji jest rosół z kołdunami (9,50 zł). Półlitrowe piwo z pompy – 5 zł. Dodatkowo w barze dostrzegliśmy całkiem obiecujący zestaw win i mocniejszych trunków.

Gdy najedzeni, napojeni i pełni wrażeń ruszymy niespiesznie na kwaterę aby nieco odsapnąć, opodal mostu na Strwiążu miniemy parterowy domek z małym podcieniem. Przed laty mieściła się tu wspominana z łezką w oku kawiarnia Jagódka. To właśnie tutaj, w mrokach jej zaplecza narodziła się jedna z pierwszych, a już na pewno najbardziej malownicza załoga punkowa w Polsce i zespół KSU. Drepcząc dalej zanucimy za jego liderem: Ustrzyki – to stolica Bieszczad jest!

Z Ustrzyk w drogę

Sine Wiry
Sine wiry, fot. Jerzy LinderJeśli ktoś miałby ochotę znaleźć się na moment w miejscu przypominającym (z przymrużeniem oka) przełomy rzek amerykańskiego Dzikiego Zachodu, powinien odwiedzić rezerwat krajobrazowy Sine Wiry. Składa się nań kilkukilometrowy odcinek rzeki Wetlina oraz południowe stoki wzgórza Połoma. 
Najłatwiej dotrzeć tu drogą z Bukowca nad Zalewem Solińskim do Dołżycy i Cisnej. Samochód należy zostawić na płatnym parkingu poniżej trzeciego mostu na Solince. Stąd po ok. dwukilometrowym, niezbyt forsownym marszu wygodną drogą szutrową wiodącą wzdłuż Wetliny dotrzemy na miejsce. Sygnałem, że jesteśmy u celu będzie gniewny szum wody. Spojrzawszy w lewo dostrzeżemy przepiękny przełom Wetliny przelewającej się przez ogromne głazy ustawione w poprzek i wzdłuż koryta rzeki. Ich rozmieszczenie pozwala wejść na sam środek nurtu bez zamoczenia butów. Poniżej przełomu znajduje się bajeczne, szmaragdowe rozlewisko. Niech nikogo jednak nie zmyli jego idylliczny wygląd – woda jest tu głęboka i lodowata, zaś niewidoczne na powierzchni prądy mogą powalić silnego mężczyznę. Kąpiel należy więc sobie stanowczo darować.
 
Wąskotorówką przez knieje
Przejeżdżając przez Cisną warto zatrzymać się tu na dłużej i zafundować sobie bajkową podróż w czasie. To stąd ze stacyjki Cisna-Majdan odjeżdżają pociągi Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej.

Gdy miłościwie panujący cesarz Franciszek Józef I budował koleje łączące różne części CK Imperium, jego przedsiębiorczy poddanikolej leśna, fot. Jerzy Linder zamieszkujący wschodnie Karpaty dumali nad usprawnieniem transportu po bezkresnych bieszczadzkich bezdrożach. Ich myśli skierowały się ku kolejce wąskotorowej. Pierwszą leśną linię ukończono w 1898 r. Odtąd przez dziesięciolecia służyła jako niezawodny środek transportu ludzi i głównych bogactw tej krainy – drewna i węgla drzewnego. W latach 50., gdy pod połoniny wróciło życie, odbudowano kolejkę ze zniszczeń wojennych i przez długie lata znów toczyła się po szynach z pożytkiem dla nowych osadników bieszczadzkich. Jej ówczesny szlak z licznymi odgałęzieniami liczył 98 km. Wiódł z Rzepedzi i Nowego Łupkowa aż do Moczarnego za Wetliną. W latach 80. i 90. XX w. nad kochaną przez pokolenia turystów ciuchcią zawisła groźba likwidacji. Nie doszło do tego dzięki uporowi grupy zapaleńców tworzących Fundację Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej w Cisnej-Majdanie.

Obecnie szlak wąskotorowego „ekspresu” wiedzie z Woli Michowej przez Balnicę, Solinkę, Żebracze, Cisną, Dołżycę do Przysłupia. Część trasy przebiega wzdłuż odcinka granicy państwowej ze Słowacją. Podróżni mogą tu podziwiać piękną puszczę bukową. Później ich oczy cieszy widok niezwykle malowniczej doliny górnej Solinki oraz masywów Łopiennika i Falowej. Najwspanialszy widok na Bieszczadzki Park Narodowy i najwyższe partie gór roztacza się z przełęczy Przysłup, dokąd kolorowe wagoniki docierają po ok. 70-minutowej podróży i zatrzymują się na 20 minut. Jest więc czas na pstrąga i piwko oraz wizytę w galerii rzeźby. Potem ciuchcia rusza w drogę powrotną.

Na życzenie pasażerów bieszczadzki „ekspres” zatrzymuje się w dowolnym miejscu trasy. Po wcześniejszym uzgodnieniu (i uiszczeniu stosownej opłaty) mogą oni zostać „napadnięci” przez konnych zbirów z Bandy Krzycha!

Pociągi kursują głównie w okresie wakacji od 1 lipca do końca sierpnia. Można zamówić przejażdżkę ciuchcią np. dla grup wycieczkowych także w innych porach roku po wcześniejszym uzgodnieniu z biurem fundacji.

Szczegółowe informacje o rozkładzie jazdy i cenach biletów znajdziemy na stronie: www.kolejka.bieszczady.pl lub w biurze Fundacji Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej w Cisnej-Majdanie, tel. (13) 468 63 35, 0608 41 39 93.

Bieszczadzkie Sanktuarium
sanktuarium, fot. J. PotaczałaNa południowym skraju Ustrzyk Dolnych leży wieś Jasień. W 1664 r. podstarości przemyski, Stanisław z Uniechowa Ustrzycki ufundował we wsi drewniany kościółek i ustanowił parafię. Obecnie istniejący kościół murowany p.w. Wniebowstąpienia Najświętszej Panny Marii zbudowano w 1740 r. Wielkim wydarzeniem dla parafii jasieńskiej, a wraz z nią całych Bieszczadów, było przekazanie tutejszej wspólnocie obrazu Matki Bożej Rudeckiej, przechowywanego dotąd w przemyskim seminarium. Aktem tym, dokonanym w 1968 r. ks. bp. Ignacy Tokarczuk ustanowił Sanktuarium Matki Bożej Bieszczadzkiej. 6 lipca tego roku w obecności 15 tys. wiernych metropolita krakowski, ks. kard. Karol Wojtyła intronizował cudowną ikonę rudecką na ołtarz kościoła jasieńskiego i powierzył jej opiece wszystkich wypędzonych i przesiedlonych z ojczyzny.

Ikona ta ma tyleż intrygującą, co niespokojną historię. W roku 1612, po najeździe Tatarów na Podole znalazł ją w zgliszczach spalonego kościółka w Żeleźnicy rycerz Jerzy z Goraja Czuryłło. Mimo, że drewniana świątynia spłonęła doszczętnie, obraz ocalał, a jedynym śladem tragedii był ślad końskiej podkowy, odciśnięty na twarzy Madonny. Rycerz dowiózł obraz do Rudek – miasteczka położonego przy drodze Sambor – Lwów. Wkrótce sława cudownej ikony (malowanej temperą na płótnie przyklejonym do lipowej tablicy) przekroczyła granice Lwowszczyzny. Przed wizerunkiem Matki Bożej modlili się królowie: Jan Kazimierz, Michał Korybut Wiśniowiecki i Jan III Sobieski, który ofiarował rudeckiej świątyni kapę utkaną ze zdobycznych tureckich proporców.

W 1944 r. Rudki znalazły się w granicach Związku Radzieckiego. 1500 zamieszkujących miasteczko Polaków otrzymało nakaz opuszczenia rodzinnych domów. Kościół (w którym znajduje się krypta grobowa Aleksandra hr. Fredry) został zamieniony na magazyn, a mimo to NKWD nie zezwalał na wywóz obrazu Matki Bożej do Polski, co nastąpiło dopiero w 1946 r. Ikonę zdeponowano początkowo w państwowym muzeum w Łańcucie, później w seminarium duchownym w Przemyślu, by po 22 latach tułaczki umieścić ją w wiekowej bieszczadzkiej świątyni. Niestety, patronce tułaczy nie było dane zaznać spokoju. W drugą noc po lipcowych uroczystościach odpustowych 1992 r. złodzieje wtargnęli do jasieńskiego kościoła i skradli cudowny obraz Matki Bożej Bieszczadzkiej. Obecnie można oglądać w światyni jedynie wierną kopię ikony wykonaną w 1994 r. przez ukraińskiego kopistę Iwana Suchija.

Źródełko z legendą

cudowne źródło, fot. Jerzy LinderJedną z licznych osobliwości Bieszczadów jest tzw. cudowne źródełko w Zwierzyniu. Choć miejscu temu nie towarzyszy sława Połonin lub Zalewu Solińskiego, warte jest jednak odwiedzenia ze względu na legendę, która je osnuwa. 

Wieś Zwierzyń lokowano ok. 1580 r. w dobrach magnackiego rodu Kmitów. Pierwotna nazwa miejscowości – Zdwiżyn – według lokalnej tradycji pochodzi od słowa zwizenije (ukr. wozdywenje czestnoho chresta – podwyższenie krzyża świętego). Legenda spisana przez Oskara Kolberga głosi, że przed wiekami mnisi pragnęli wznieść tu cerkiew klasztorną, lecz kamienie przygotowane do budowy w tajemniczy sposób znikały. Uznano to za znak Boży i wykopano w tym miejscu studnię. Przeszło 150 lat temu pewna pobożna niewiasta, czerpiąc z niej wodę, dostrzegła na dnie drogocenny krucyfiks. Wydobyty na powierzchnię, ustawiony został w miejscowej cerkwi greckokatolickiej pw. Zmartwychwstania Chrystusa (która powstała w innym miejscu, przy moście nad Sanem w II poł. XVIII w.). Tutaj odkrył go w 1922 r. historyk sztuki, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Adam Bochnak. Od tego czasu aż po dzień dzisiejszy cenne znalezisko przechowywane jest w Muzeum Archidiecezjalnym w Przemyślu.

Najciekawsze jest jednak to, że krzyż pochodzi z I połowy XIII wieku i był wykonany w Limoges w środkowej Francji, ponad 1500 km od Zwierzynia! W XII i XIII wieku francuski gród był jednym z największych europejskich ośrodków rzemiosła artystycznego, specjalizującym się w produkcji metalowych przedmiotów zdobionych kolorową emalią. Większość wyrobów stanowiły przybory liturgiczne, głównie krucyfiksy. Spośród zaledwie sześciu, które odnaleziono na ziemiach polskich, tylko trzy pozostały w stanie względnie nienaruszonym. Jest wśród nich krzyż ze Zwierzynia.

Do 1946 r. studzienka była otoczona kultem. W Święto Podwyższenia Krzyża Św. setki wiernych przybywały tu w uroczystej procesji, a kapłan dokonywał poświęcenia źródła, z którego woda leczyć miała choroby oczu. Po wielkiej akcji przesiedleńczej znanej pod kryptonimem „Wisła” zarówno ta piękna tradycja, jak i samo miejsce popadły w zapomnienie.

W 1994 r. staraniem proboszcza parafii rzymsko-katolickiej w nieodległych Myczkowcach nad studzienką z „cudownym” źródłem zaczęto wznosić kamienną grotę. Rok później biskup pomocniczy diecezji rzeszowski Edward Białogłowski poświęcił ją i ustawioną nad nią figurę Matki Bożej Niepokalanie Poczętej. Od tej pory również odbywają się tutaj odpusty w Święto Podwyższenia Krzyża Świętego (według odnowionego rzymskiego kalendarza liturgicznego jest to dzień 14 września). Dzięki inicjatywie ks. proboszcza z Myczkowiec i mieszkańców Zwierzynia powstała kaplica, wznoszone są stacje drogi krzyżowej, a liczni turyści przyjeżdżają tutaj przemywać oczy i nabrać cennej wody do domu. Podobno działa!

 

O NAS | KONTAKT | REKLAMY | MAPA STRONY | MAPA XML

Netpress, Iwona Janczarek

ul. Cyklamenowa 5, 05-077 Warszawa
Tel: 604 201 109, E-mail: allpress@pro.onet.pl

NBS - najlepsze strony internetowe