17 listopada 2019, imieniny Grzegorza, Salomei, Elżbiety

Na temat, natemat.com.pl, Piotr Janczarek, Iwona Janczarek
 
Strona główna
Rozrywka i Refleksja
Diety
Podróże
Zdrowie
Dzieci w szkole
Prawo i finanse
Ukraina
Smacznie
Berlin
  Kraje (countries)  Zbadaj się nim wyjedziesz.  Narty na Słowacji  Polska  NARTY  Wyszukiwarka miejsc noclegowych   Warszawa i Mazowsze  Rezerwuj i jedź  Na rowerze. Podróże małe i duże  Przewodniki  Hotel dla rodziny  Miguel Angel
Przygotowania do wyprawy - poradnik

Chyba każdy, kto przejechał z warszawskiego Śródmieścia do Lasku Kabackiego (z krakowskiego rynku do Lasku Wolskiego etc.) i zdołałszczęśliwie powrócić, ma własny pogląd na temat tego, co niezbędne w wyprawie rowerowej. A jako że nasza ojczyzna jest krajem ludzi, którzy"wiedzą lepiej", to fora internetowe są pełne bezcennych rad oraz szyderstw z nich, a także dyskusji, w których więcej argumentów ad personam niż ad rem. Krótko mówiąc: od debaty "lepsze zapasowe dętki czy klej i łatki?" dość szybko przechodzi się do wymiany obelg. Wiem więc, że wkraczam na grząski grunt i narażę się znawcom kultowych podzespołów, toteż ograniczę się do planu minimum: napiszę, co zabrałem do Norwegii i czy mi się to przydało.

Dokumenty i pieniądze:

Wziąłem paszport i dowód osobisty (z czegoś można było zrezygnować), kartę płatniczą (w jednym ze sklepów w Bergen albo rzeczywiście nie działała, albo wydałem się sprzedawczyni podejrzanym południowcem z podejrzaną kartą), kartę bankomatową (wszędzie działała bez problemu, bankomaty mi ufały) i na wszelki wypadek 1,5 tys. koron norweskich w gotówce.
Wydrukowałem sobie potwierdzenia rezerwacji biletów lotniczych oraz rozkład promów Fylkesbaatane.
Miałem też zupełnie przyzwoite mapy Norwegii środkowej i południowej w skali 1: 400 000, *_aczkolwiek na aukcjach internetowych można wynaleźć jeszcze dokładniejsze 250-tki np. wydawnictwa freytag&berndt_*. Trzeba brać poprawkę na to, że Norwegowie, *_niczym tolkienowscy krasnoludowie,_* nieustannie drążą nowe tunele i budują mosty. Może się więc zdarzyć, że tam, gdzie na mapie sprzed kilku lat zaznaczono przeprawę promową, już jest most lub (nie daj Boże!) podmorski tunel, a w miejscu zwykłej drogi zobaczymy trasę ekspresową z zakazem jazdy dla rowerów (zwykle będzie wtedy przygotowane jakieś rozwiązanie alternatywne dla pieszych i rowerzystów).
Wszystkie papiery zabezpieczyłem folią przed wilgocią.

Elektronika:

Komórka z ładowarką i aparat z ładowarką do akumulatorka. Lepiej mieć wolną kartę pamięci, bo jeśli nad fiordami błyśnie słońce, to widoki mogą oszołomić.

Akcesoria rowerowe:

Należę do stronnictwa "raczej zapas niż łatki", toteż miałem pięć zapasowych dętek. Wziąłem też rezerwową oponę kevlarową (nie drutówkę, żeby można było ciasno zwinąć). Do tego *_łyżki_* do zmiany gum. Opony na kołach były prawie nowe. Objechałem trasę bez awarii, pierwszą gumę złapałem po powrocie do kraju na potłuczonej butelce po piwie (specjalność warszawskich ścieżek rowerowych).
Pompka!!! Mała, ale sprawna. Wziąłem zapasowe klocki hamulcowe, dwa komplety. Pod koniec podróży tylne rzeczywiście nadawały się do wymiany, przód był w porządku.
Światła przednie i tylne oraz zapasowe baterie. Lepiej wziąć za dużo,
niż za mało. Z przodu trzeba mieć coś, co naprawdę oświetla drogę, a nie tylko miga, bo tunele na bocznych drogach bywają nieoświetlane, za to długie i z zakrętami. Doświadcza się w nich wrażenia ciemności absolutnej i dobra lampa jest jak flakonik Galadrieli ze światłem gwiazdy Earendila *(tym, którzy nie znają twórczości Tolkiena wyjaśniam, że to ponowne odwołanie do klasyki literatury wyprawowej)*. A co do świateł tylnych, to w tunelu (a i wieczorem na drodze) naprawdę lepiej
być widocznym.
Łańcuch wymieniłem na miesiąc przed wyjazdem, żeby się dostosował. Na wszelki wypadek zabrałem skuwacz/rozkuwacz, *_który byłby jedynym ratunkiem w przypadku, gdyby łańcuch pękł_*. Kłopotów nie było, bo z wrodzonego lenistwa nie forsowałem podjazdów na ostrzejszych przełożeniach. Wziąłem też odrobinę oleju do łańcucha.
Zestaw kluczy imbusowych i płaski klucz do pedałów (niezbędny przy przygotowaniu roweru do transportu samolotem).
Szprych nie brałem, bo jeszcze w życiu nie udało mi się porządnie wycentrować koła i nie liczyłem, że  nabędę tej umiejętności w warunkach polowych. Postanowiłem polegać w razie awarii na miejscowych mechanikach, ale nie było takiej potrzeby.
Zabrałem towary ogólnego zastosowania: nożyczki, kombinerki, śrubokręt prosty i krzyżowy, cienki i grubszy drut, mocny sznurek, skocz, nóż. *_Do tego zestawu można byłoby również dołożyć kilka opasek do wiązek elektrycznych. Można je nabyć w każdym markecie narzędziowo-budowlanym. Kosztują grosze, a znakomicie sprawdzają się, kiedy trzeba coś do czegoś mocno i pewnie przymocować._**__*
Kask. Policjanci nie biegają za rowerzystami i nie wypisują mandatów za brak kasku, chociaż podobno norweskie przepisy nakazują ich używanie (tak się przynajmniej mówi, nie sprawdzałem w kodeksie). Zresztą w ogóle nie biegają za nikim i w ciągu dziesięciu dni widziałem wszystkiego jeden wóz policyjny. Dla własnego dobra lepiej jednak mieć kask, bojeśli coś się zdarzy i walniemy na pobocze, to nie liczmy na miękkie poduchy mchów. Będą tam kamienie. Duże i z ostrymi krawędziami.
Sakwy. Moje ulubione Crosso sprawdziły się znakomicie. Po całym dniu jazdy w deszczu zawartość była suchutka jak australijski busz. Przydałyby się też sakwy z przodu, ale zabrakło mi czasu na ich zorganizowanie. Do czegoś w rodzaju większego mapnika władowałem kilka rzeczy ciężkich, a o małej objętości. Pomysł się sprawdził, chociaż była to cnota z konieczności, lepsze byłyby przednie sakwy.

Tu wypadałoby powiedzieć parę słów o bagażniku. Dobrze wydać na ten element nieco więcej i mieć pewność, że nie zawiedzie nas podczaswyprawy. Rowerowi globtroterzy rekomendują produkty niemieckiej firmy Tubus, jednak ich wadą jest słona cena i trudna dostępność. Polecić natomiast można śmiało znacznie tańsze bagażniki oferowane przez firmę Crosso.

Przygotowanie roweru i transport:

Przed wyjazdem był przegląd w sprawdzonym warsztacie i wymiana kilku bardziej zużytych elementów. Potem przejechałem jeszcze w kraju ze 150 km, żeby sprawdzić, czy wszystko działa jak należy. Przygotowanie roweru do transportu lotniczego to osobny rozdział. Wiele zależy od wewnętrznych przepisów linii lotniczych, z których korzystamy. Są takie, które wprost mówią "nic z tego", inne robią łaskę, zdzierają haracz albo stawiają trudne do zrealizowania wymogi. Wszystko to trzeba sprawdzić
przed kupieniem biletu. Ja miejsce na rower rezerwowałem w momencie kupienia biletu, a opłatę za rower wniosłem rano w dniu wylotu (terminal 1 na Okęciu, okienko koło informacji). Norwegian są zdecydowanie najbardziej przyjazne rowerzystom. Kiedy nadawałem rower w Bergen, wystarczyło, że  skręciłem kierownicę, odkręciłem pedały i spuściłem powietrze z kół. Na Okęciu rower był zapakowany w karton. Pakunek nadaje się w stoisku bagaż ponadwymiarowy (terminal 2). Istotne jest to, żeby rower dało się położyć na taśmie urządzenia do prześwietlania. W razie kłopotów należy obniżyć kierownicę, a siodełko i tak warto spuścić do samego dołu. Wydaje mi się, że przerzutki warto osłonić czymś miękkim.

Sprzęt kempingowy:

Namiot powinien być lekki, odporny na deszcz i z tropikiem (bo inaczej nawet w suche ale chłodne noce we wnętrzu będzie nam kapać na nos). Moje Andy *_firmy Fjord Nansen_* sprawdziły się w akcji.
Śpiwór musi zapewnić komfort do kilku stopni poniżej zera (trafiłem na noc z przymrozkiem) i nie zająć połowy miejsca w sakwach.
Byłem też zadowolony z materaca samopompującego. Po wyduszeniu powietrza to naprawdę mały i lekki pakuneczek.
Przydaje się spory kawał folii, takiej, z jakiej robi się podłogi namiotów. Uzyskujemy dodatkową powierzchnię gospodarczą, istotną zwłaszcza, gdy ziemia jest mokra. Na noc można też nią okryć rower lub bagaże.

W samolocie nie można przewozić kartusza z gazem. Trzeba go kupić na miejscu. Z kraju możemy zabrać tylko palnik. *_Trzeba sprawdzić, czy dostępne w Norwegii kartusze będą z nim kompatybilne. Warunek ten na pewno spełniają produkty firmy Primus._*

Można biwakować na dziko, jedną noc, w oddaleniu od zabudowań, nie na terenie pola uprawnego  lub ogrodzonego pastwiska i bez rozpalania otwartego ognia (kiełbaski przy ognisku wykluczone!). To jednak wiąże się z kąpielą w potoku lub jeziorze, chyba że mamy turystyczny prysznic z gumowego bukłaka zawieszanego na gałęzi. Ceny kempingów w Norwegii mieszczą się w granicach rozsądku (osoba, namiot i rower) od 40 do 60 zł za noc. Prysznic za 2,5 zł albo 5 zł. Jeżeli pogoda jest fatalna i jesteśmy już u granicy wytrzymałości, warto zapytać o domek, który na pewno będzie suchy, a być może i ciepły (od 150 zł za noc za domek)

Ubranie:

Najważniejsze jest zabezpieczenie przed deszczem i chłodem. Wziąłem dwie peleryny rowerowe, chociaż dominują zwolennicy kurtek przeciwdeszczowych. Ich rozwiązanie lepiej się sprawdza przy silnym wietrze, ale wymaga stosowania też nieprzemakalnych spodni. *_Tu ważna uwaga – zarówno kurtka jak i spodnie przeciwdeszczowe muszą być wykonane z przyzwoitej membrany (tkaniny przepuszczającej parę wodną). W przeciwnym razie i tak będziemy cali mokrzy, tyle że od potu._*_Niestety odzież taka nie jest tania._ Warto mieć osłony na buty, które mają tendencję do szybkiego przemakania. Awaryjnie można je zrobić z reklamówek *_i taśmy_* (wygląda to tak sobie, raczej średnio, ale zdegustowanych widzów będzie też niewielu). *_Jest to tanie, a przy tym całkiem skuteczne rozwiązanie._*

Temperatury nawet latem mogą wahać się od zera do 25 stopni. Wszystko zależy od pogody (deszcz zwykle oznacza gwałtowne ochłodzenie) i wysokości nad poziomem morza. Dlatego mogą być potrzebne polary, czapki i rękawiczki, nawet jeśli większość trasy pokonamy w pięknym słońcu w pojedynczej bluzie (czego każdemu, czytającemu te słowa, życzę).

Planowanie trasy

W krainie fiordów podjeżdża się lub zjeżdża, odcinków płaskich jest niewiele. Może się zdarzyć, że pokonanie 50 km zmęczy nas bardziej niż przejechanie 120 km na równinach. Lepiej mieć rezerwę czasową, na wypadek załamania pogody. Jeżeli nad fiordami na poziomie morza pada deszcz, to kilkaset metrów wyżej, na fieldach, może to być deszcz ze śniegiem, nawet w środku lata. Lepiej poczekać wtedy w jakimś suchym miejscu dzień lub dwa, niż sprawdzać swoją odporność na hipotermię.

Jeżeli przed tunelem jest zakaz wjazdu rowerami, to trzeba to traktować serio. Zwykle jest wtedy objazd jakaś starą wyłączoną z ruchu drogą. Jeżeli nie, to trzeba odszukać przystanek autobusowy i wpakować rower z klamotami do bagażnika. Na szczęście takich tuneli bez objazdu jest bardzo niewiele. Jednak pokonywanie nawet tych, po których wolno jeździć rowerami, to średnia przyjemność, z uwagi na chłód, hałas i stres. Z dwojga złego lepsze są już ciemne tunele na bocznych drogach, bo
przynajmniej nie mkną nimi tiry.

Warto sprawdzać rozkłady rejsów promów, jeżeli planujemy nimi dłuższą podróż. Na łodzie ekspresowe Fylkesbaatane kursujące w Sognefjordzie, do Bergen i do Selje, można zabierać rowery, ale w pełni sezonu warto telefonicznie zarezerwować miejsce. Promy samochodowe przez fiordy na bardziej uczęszczanych trasach kursują dosyć często (co kilkanaście minut lub co pół godziny) ale późnym wieczorem może być z tym już gorzej.

Igor Paja

 

O NAS | KONTAKT | REKLAMY | MAPA STRONY | MAPA XML

Netpress, Iwona Janczarek

ul. Cyklamenowa 5, 05-077 Warszawa
Tel: 604 201 109, E-mail: allpress@pro.onet.pl

NBS - najlepsze strony internetowe