20 maja 2019, imieniny Bazylego, Bernardyna, Bronimira

Na temat, natemat.com.pl, Piotr Janczarek, Iwona Janczarek
 
Strona główna
Rozrywka i Refleksja
Diety
Podróże
Zdrowie
Dzieci w szkole
Prawo i finanse
Ukraina
Smacznie
Berlin
  Kraje (countries)  Zbadaj się nim wyjedziesz.  Narty na Słowacji  Polska  NARTY  Wyszukiwarka miejsc noclegowych   Warszawa i Mazowsze  Rezerwuj i jedź  Na rowerze. Podróże małe i duże  Przewodniki  Hotel dla rodziny  Miguel Angel

Iwano-Frankiwsk - Stanisławów

 

drukuj artykuł z portalu natemat.com.pl

 

drukuj artykuł z portalu natemat.com.pl

 

drukuj artykuł z portalu natemat.com.pl

 

drukuj artykuł z portalu natemat.com.pl

Uroczy Iwano-Frankiwsk, dawniej Stanisławów, to arcygalicyjskie miasto. Nie sposób go nie polubić. Teraz jeszcze nie trudno tu dojechać. 

Zwiedzanie miasta zaczynam od monumentalnego pomnika Iwana Franki, pisarza i działacza społecznego. To na jego cześć w 1962 r. dawny Stanisławów nazwano Iwano-Frankowskiem. Franko był socjalistą, rzecznikiem współpracy Polaków i Ukraińców. Niezrozumiany i odrzucony przez obie społeczności zmarł w osamotnieniu w 1916 r. i został pochowany na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. W latach 90. ubiegłego wieku pojawiła się idea powrotu do historycznej nazwy miasta - Stanisław. Mieszkańcy przyzwyczaili się jednak do obecnej, którą wymawiają w skrócie "Frankivsk". Mimo tego chyba połowa tutejszych firm ma w nazwie "Stanisław" lub "Stanisławski".

Za plecami pomnika Franki znajduje się półkolista brama prowadząca na dawny cmentarz stanisławowski. Został on celowo zniszczony w 1980 r. Zachowało się tylko kilkanaście (może nieco więcej) starych pomników polskich i ukraińskich - prawdopodobnie robotnicy niszczący nekropolię nie wykonali pracy jak należy. Cmentarz zamieniono w park i tak jest do dziś. Widok dzieci biegających między nagrobkami nikogo tu nie dziwi. Całkowicie za to zdewastowano cmentarz ormiański, który był fragmentem stanisławowskiej nekropolii. Na jego miejscu stoi spory gmach hotelu Nadia.

Polskiemu Stanisławowowi patronował Stanisław Rewera Potocki, stąd miasto zwano grodem Rewery. Założył je w 1656 r. jego syn Andrzej, nadając mu imię ojca. Andrzej Potocki był jedną ze znamienitszych postaci Rzeczypospolitej drugiej połowy XVII w. - wojewoda kijowski, kasztelan krakowski, w końcu hetman polny koronny. Jako utalentowany dowódca, wyróżnił się w bitwie pod Chocimiem (1673 r.) i pokonał Tatarów pod Kałuszem (1675 r.).

Idę więc ul. Iwana Franki w kierunku Szpitalnej, gdzie znajduje się pałac Potockich. Niestety, jego dzisiejszy wygląd w niczym nie przypomina dawnej magnackiej rezydencji wybudowanej w 1670 r. Prosta budowla, pozbawiona jakichkolwiek elementów dekoracyjnych, bardziej przypomina szkołę, szpital czy koszary z końca XIX w. niż pałac. Budynek był wielokrotnie przebudowywany, a dzisiejszy kształt nadali mu Austriacy, urządzając tu szpital wojskowy. Skarb państwa austriackiego w 1801 r. przejął pałac od zadłużonego Prota Potockiego. Wojskowi opuścili go po dwustu latach, w 2004 r. Teraz jest własnością władz wojewódzkich i prywatnej firmy. Z czasów Potockich pozostało niewiele, m.in. fragmenty ogrodzenia.
 

Ze Szpitalnej skręcam w Chopina, potem w Grunwaldzką, która prowadzi do dworca kolejowego. Monumentalny budynek z 1876 r. (przebudowany w 1906) zwieńczony zieloną kopułą jest jedną z najbardziej charakterystycznych budowli Iwano-Frankowska. Z grodu Rewery i Franki koleją dojedziemy m.in. na Zakarpacie i Huculszczyznę. Do Jaremczy, Worochty, Werchowyny (dawniej Żabie) znacznie szybciej jednak dotrzemy mikrobusami ("marszrutkami"), które co kilka-kilkanaście minut odjeżdżają z sąsiedniego dworca autobusowego. Na dworzec stanisławowski przyjeżdżają autobusy m.in. z Warszawy i Przemyśla.


Z dworca wracam w kierunku bulwaru Niezależnosti. Spaceruję uliczkami Kopernika, Hruszewskiego. Stoją przy nich modernistyczne wille i niewielkie kamienice. Wszystko tonie w zieleni. W niedzielny poranek, kiedy ruch jest niewielki, można odnieść wrażenie, że jest się w parku, a nie w centrum ponad 200-tysięcznego miasta.

Od bulwaru Niezależnosti do starego miasta prowadzi promenada zamknięta dla samochodów. Zaczyna się już przedpołudniowy ruch. Pracownicy pizzerii wystawiają stoliki w letnim ogródku. Pierwsi goście zawitali do nowo otwartej kawiarni wystrojem i menu nawiązującej do galicyjskiej tradycji. Po obu stronach wznoszą się reprezentacyjne kamienice z bogato zdobionymi elewacjami. 

Promenada jest dość krótka, więc zaraz skręcam w kierunku starego miasta. Na placu Mickiewicza stoi pomnik wieszcza z 1898 r. dłuta Tadeusza Błotnickiego. Dziś opatrzony jest tablicą w języku ukraińskim informującą, w jakich latach żył poeta. 
Za plecami wieszcza ciekawy modernistyczny budynek w kształcie trójkąta z szeroko rozwartymi ramionami - dawny teatr im. Stanisława Moniuszki, obecnie filharmonia. Niedaleko stąd do gmachu synagogi postępowej z lat 1895-99, zbudowanej według projektu wiedeńskiego architekta Wilhelma Stiasnego. Okazałą budowlę wzniesiono na planie prostokąta w stylu mauretańskim z domieszką neorenesansu. Została zdewastowana w 1941 r., kiedy miasto zajęły wojska niemieckie. Po wojnie częściowo ją odbudowano, ale nie zachowały się charakterystyczne cebulaste kopuły. Nieliczna społeczność żydowska odzyskała świątynię w 1990 r. Synagoga jest czynna, ale dzieli budynek ze sklepem meblowym. Kiedy oglądam ją z zewnątrz, jeden z mężczyzn zaprasza mnie do środka. Jest tam skromna sala modlitewna i biura gminy. Akurat trwa modlitwa. Po jej zakończeniu podchodzi do mnie rabin i rozmawiamy o podróżach po zachodniej Ukrainie. - Jestem Galicjaninem - odpowiada, gdy pytam o jego znakomitą polszczyznę.


Z placu Mickiewicza wąska, krótka uliczka prowadzi do dawnego kościoła ormiańskiego. To kolejna pamiątka po wielokulturowej przeszłości miasta i jeden z najciekawszych zabytków grodu Rewery. Ormianie przybyli do Stanisławowa pod koniec XVII w. z Węgier i Mołdawii. Choć z czasem się spolonizowali, zachowali pewną odrębność kulturową. W 1743 r. na miejscu drewnianej świątyni postawiono murowany, późnobarokowy kościół na planie krzyża. Impulsem do jego budowy był cud - w 1742 r. na obrazie Matki Boskiej pojawiły się łzy. Odtąd liczne cuda towarzyszyły obrazowi przez długie lata. W 1937 r. prymas August Hlond koronował cudowny obraz Matki Boskiej Łaskawej - po latach tułaczki po Polsce trafił do kościoła apostołów Piotra i Pawła w Gdańsku. Warto zajrzeć do wnętrza ozdobionego 36 kolumnami jońskimi i rzeźbami świętych ustawionymi na dole, między kolumnami, i na górze, na masywnym gzymsie. Uwagę zwracają freski ze scenami z życia i niebiańskiej chwały Matki Boskiej. Kościół ormiański po wojnie zamknięto, a następnie zamieniono w muzeum religii i ateizmu, dzięki temu ocalał jego wystrój. W 1990 r. świątynię przekazano ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej.

Stąd do rynku już tylko kilkadziesiąt metrów ulicą Wirmeńską (Ormiańską). Znaczną część placu zajmuje wielki ratusz, ciekawy konstruktywistyczny budynek z niemal 50-metrową wieżą. Wzniesiono go w 1935 r. na miejscu siedziby magistratu uszkodzonej podczas I wojny. Secesyjne kamienice wokół rynku pochodzą z drugiej połowy XIX w., kiedy zmieniono całkowicie okoliczną zabudowę, wyburzając stare budynki.

Skręcam w uliczkę w kierunku Majdanu Szeptyckiego. Po lewej stronie okazały gmach dawnej dyrekcji kolejowej. Na początku ulicy wznosi się barokowy kościół greckokatolicki (dawniej jezuicki), którego wieże górują nad rynkiem. W środku ikonostas z mrugającym neonem, a z dawnej świątyni jezuickiej pozostał m.in. obraz św. Stanisława Kostki.

Majdan Szeptyckiego to niewielki plac między kościołem a kolegiatą. Po jego lewej stronie (idąc w kierunku kolegiaty) stoją zabudowania dawnego klasztoru jezuitów obecnie używane przez akademię medyczną, a po prawej secesyjne kamienice.


Kolegiatę, świątynię rodową Potockich, projektował m.in. Franciszek Corazzini w 1703 r. Po II wojnie została zamknięta. Opuszczającym miasto Polakom udało się wywieźć część wyposażenia. Świątynię zamieniono na magazyn, ale w 1980 r. wyremontowano i urządzono muzeum (bilet 3 hrywny), w którym zebrano ocalałe resztki wyposażenia kościołów i kolegiaty. Ekspozycja robi przygnębiające wrażenie: połamane figury, kolumny, kamienne epitafia, zniszczone obrazy. Zachowały się m.in. freski Fabiańskiego z 1877 r. oraz krypta (zamknięta) Potockich.

To niewielkie miasto jest liczącym się ośrodkiem kulturalnym. Związani są z nim znani pisarze jak Jurij Andruchowycz i Taras Prochaśko. Andruchowycz, poeta, prozaik, autor przekładów z polskiego i niemieckiego, jest znany w Polsce dzięki wydanym u nas powieściom ("Rekreacje", "Moscoviada", "Perwersje" oraz "Mojej Europie") i esejom o Europie Środkowej napisanym wspólnie z Andrzejem Stasiukiem. Utwory Prochaśki - m.in. "Spalone lato", "Ukraina" - też ukazały się po polsku.

Mówi się o Iwano-Frankowsku, że to najbardziej ukraińskie miasto. W odróżnieniu np. od Lwowa nie ma tu zbyt wielu osadników, którzy do zachodniej Ukrainy przybywali ze wschodnich rejonów ZSRR. 
Jak dojechać?:

 

O NAS | KONTAKT | REKLAMY | MAPA STRONY | MAPA XML

Netpress, Iwona Janczarek

ul. Cyklamenowa 5, 05-077 Warszawa
Tel: 604 201 109, E-mail: allpress@pro.onet.pl

NBS - najlepsze strony internetowe