24 sierpnia 2019, imieniny Bartłomieja, Malwiny, Jerzego

Na temat, natemat.com.pl, Piotr Janczarek, Iwona Janczarek
 
Strona główna
Rozrywka i Refleksja
Diety
Podróże
Zdrowie
Dzieci w szkole
Prawo i finanse
Ukraina
Smacznie
Berlin
  E-Zacznij  Ateista? Kto to taki?   Wiadomości ze świata wartości  10 inteligentnych dowcipów  Zofia  10 najgorszych rzeczy, które cię mogą spotkać na...  Galeria Roberta Soboty  Piję kawę, czy brać magnez? Tak, jeśli wypijasz wiadro dziennie.  Morderstwo w małym mieście  Z Czarnej Teczki Jurka Lindera  Gry komputerowe. Co warto o nich wiedzieć?  Tosca w Teatrze Wielkim  Chór ARTOS  O spokój sumienia przeciwników W.O.Ś.P.  Allpress Media Communications - o nas

Strzeżone osiedla. Prestiż, czy wieśniactwo?

fot. P.J. 

drukuj artykuł z portalu natemat.com.pl

Strzeżone osiedla jeszcze w latach 90. były oznaką sukcesu. Potem zaczęto zauważać ich mankamenty, rujnują przestrzeń publiczną, są aspołeczne, zamiast miast z ulicami i domami budujemy getta, odgrodzone od świata. Takie osiedla popularne są m.in. w Polsce, Kolumbii, w Rosji. Dlaczego chcemy mieszkać za płotem? Czy to wynika z naszych chłopskich korzeni i chłopskiej nieufności, jak uważa socjolog z UMCS, czy też z konieczności obrony wartości, jak twierdzi naukowiec z Uniwersytetu Kardynałą Stefana Wyszyńskiego.

Ulica ciągnie się dobre trzy kilometry, po lewej stronie wąski chodnik, po prawej dawno nie koszona trawa. Po obu zaś ogrodzenia, za nimi domy. Płot łączy się z płotem, dom z domem i tak bez końca, jakby się jechało tunelem.

Wreszcie skręcam na rondzie i wjeżdżam w bramę. Po obu stronach solidny mur, szlaban i budka strażników. Rozglądam się, czy nie ma gdzieś gniazda karabinów maszynowych, ale nie ma. Mam natomiast problem, tablica na szlabanie głosi, że nie ma tu miejsc parkingowych, a strażnik stanowczo odmawia podniesienia szlabanu. Przy drodze nie zaparkuję, bo nie ma gdzie.
Na szczęście z opresji ratuje mnie energiczny pięćdziesięciolatek o jowialnym wyrazie twarzy. – Pan z prasy – krzyczy z daleka, proszę postawić samochód za szlabanem, ma pan moje pozwolenie, jestem tu komendantem.

- Porządek musi być – komendant podaje rękę na powitanie. Widzi pan, jesteśmy w strefie A, chronionej ogrodzeniem i bramą. Dodatkowo mamy tu posterunek strażników i wzmocnione patrole piesze. Żaden gość, czy inny natręt tu się nie wśliźnie. Osadzeni mają natomiast możliwość opuszczania budynków, ale wracając z pracy są kontrolowani dzięki systemowi czipów i kart magnetycznych. Odwiedziny praktycznie nie istnieją, ponieważ nie ma parkingów dla odwiedzających, a na całej ulicy obowiązuje zakaz parkowania. – Pełna kontrola, pełne bezpieczeństwo – objaśnia komendant.

Spacerujemy pustą ulicą, mijając jedynie patrole strażników.
- Skoro się powiedziało „A”, trzeba powiedzieć „B” – żartuje dowódca. – Mówiłem panu o strefie „A”, jest to jakby zewnętrzna linia obrony. Wewnętrzną określamy jako strefę „B”, dotyczy ona już poszczególnych budynków. 
Rzeczywiście, każdy z nich otacza metalowe ogrodzenie, wysokie na około 3 metry, przy każdym zamknięta furtka i budka strażników. Komendant otwiera przejście własnym kluczem magnetycznym. Wchodzimy w małe podwórko „studnię”, otoczoną wysokim budynkiem. Podwórko jest wybetonowane, urządzono niewielki klomb i postawiono dwie ławki.
– To rejon wypoczynku – pokazuje komendant, ale nikt tu jakoś nie chce przebywać, ponoć uczucie zbyt klaustrofobiczne. – Ale niech pan spojrzy, jak tu wszystko ładnie widać z górnego punktu obserwacyjnego, nie trzeba nawet lornetki.

- Super - nie kryję wyrazów uznania komendantowi, tak nowocześnie prestiżowo i nikt obcy się tu nie przypałęta.

-Skąd się bierze potrzeba grodzenia? – pytam dr. Andrzeja Kowalskiego, socjologa z Uniwersytetu Marii Curie – Skłodowskiej w Lublinie.
– A zna pan film „Sami swoi”? – odpowiada pytaniem na pytanie dr Kowalski. – Jesteśmy społeczeństwem chłopskim, a płot w kulturze chłopskiej pełni ważną rolę. Grodzimy to, co nasze. Nie ufamy innym, więc chcemy się od nich odgrodzić. Co więcej: życie za płotem podnosi prestiż, odgradzamy to, co mamy od innych, którzy tego nie posiadają.
- Ale przecież mówimy o miastach – nieśmiało protestuję.
– A skąd się biorą mieszkańcy miast? – rzuca dr Kowalski. - To są przyjezdni  z prowincji, w pierwszym, drugim, czy trzecim pokoleniu. Miasto ich do końca nie zmieniło, to oni zmienili miasto. Przecież dawniej  miasta miały wspólne przestrzenie, ulice, chodniki, z problemem bezpieczeństwa radzono sobie zamykając bramy kamienic, które otwierał stróż – wyjaśnia Kowalski. – Teraz ludzie chowają się za płoty i udają, że jest im z tym dobrze – podsumowuje socjolog.

Zupełnie inaczej widzi problem mgr Jan Maria Kowalski, kierownik katedry Socjologii Wartości na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
- Mur, który teraz został zastąpiony przez płot czy inne ogrodzenie, bierze się z naszej rycerskiej tradycji. Polska przez wieki była przedmurzem chrześcijańskim, broniąc świata katolickiego przed wrogami – tłumaczy mgr Kowalski. – Realia się zmieniły, ale zagrożenie nie. Wróg jest bardziej podstępny, atakuje z zewnątrz i z wewnątrz. Na szczęście Polacy to rozumieją i chronią płotem swoje rodziny, swoje wartości. Nikt w Europie tak się nie grodzi jak Polacy, ponieważ oni tam dawno utracili swoją tożsamość – tłumaczy Jan Maria Kowalski.

Przypomniałem sobie słowa Jana Marii Kowalskiego, gdy wędrowałem po południowej Szwecji. Żadnych płotów, można wleźć na cudze terytorium, a nawet, o zgrozo, rozbić sobie namiot. Biedni ci Szwedzi.

Pjan.

 

Wasze komentarze

Dodaj swój komentarz

 

 DODAJ  


 

U nas na osiedlu domów jednorodzinnych każdy ma parkan z zaostrzonymi prętami, a na przechodnia ujadają tęgie psiska. W Szwecji, Dani, Niemczechi ludzie mają metrowej wysokości płotki albo żywopłotki, a psy trzymają w domach. Ale jak już ustalił autor - Szwedzi, Duńczycy i inne Niemce to gamonie.

Zgłoś naruszenie

Jarzębiak na czczo

2010-06-29 12:57:26

Pieprzenia socjologów. Jeśli ktoś chce mieć klub dresiarzy pod oknem, pijanego menela śpiącego pod drzwiami mieszkania, obsikującego bramę pijaczka, nocną imprezę "studentów" na klatce schodowej, jest wystarczająca ilość miejsc "niestrzeżonych" dla amatorów takich wrażeń.

Zgłoś naruszenie

rysiek

2010-08-03 11:51:00

Od dekady mieszkam na strzeżonym osiedlu i nie tylko nie ma tu chorej alienacji, ale wręcz powstały prace naukowe o niebywałej integracji mieszkańców i ich wspólnych inicjatywach - wychodzących poza strefę spraw osiedlowych.

Zgłoś naruszenie

warmzone

2012-02-22 11:56:04

A to ciekawe. Zamknięte osiedla sprzyjają inicjatywom społecznym. Jeszcze jedno: dlaczego tylko mieszkańcy osiedli mają prawo ogrodzić sobie kawałek miasta, a mieszkańcy centrów już nie. Ci z grodzonych osiedli wjeżdżają sobie do centrów, parkują pod oknami kamienic i nawet nikogo nie pytają o zgodę. Ta część miasta jest przecież wspólna, a ich część miasta, tylko ich.

Zgłoś naruszenie

Zimny Lech

2012-02-22 17:33:04

 

O NAS | KONTAKT | REKLAMY | MAPA STRONY | MAPA XML

Netpress, Iwona Janczarek

ul. Cyklamenowa 5, 05-077 Warszawa
Tel: 604 201 109, E-mail: allpress@pro.onet.pl

NBS - najlepsze strony internetowe