18 maja 2012, imieniny Eryka, Aleksandry, Feliksa

Na temat, natemat.com.pl, Piotr Janczarek, Iwona Janczarek
 
Strona główna
Na dziś
Rozrywka i Refleksja
Diety
Podróże
Zdrowie
Dzieci w szkole
Prawo i finanse
Przewodniki
Smacznie
Konkursy
  E-Zacznij  Fundusze Unijne. Czy pieniądze mogą szkodzć?  Ateista? Kto to taki?   Wiadomości ze świata wartości  10 inteligentnych dowcipów  Patriotyczne zabawki  Zofia  10 najgorszych rzeczy, które cię mogą spotkać na...  Gazeta na 1. kwietnia  Galeria Roberta Soboty  Z Czarnej Teczki Jurka Lindera
Powiadom znajomego

Wyślij link znajomemu

zamknij

Fundusze Unijne. Czy pieniądze mogą szkodzć?

fot. Jerzy Linder 

drukuj artykuł z portalu natemat.com.pl

Fundusze unijne. Szkolenia za unijne pieniądze. Dotacje unijne dla przedsiębiorstw. Dotacje na rozwój e-usług. Dotacje na własną firmę.

Rząd chwali się, że coraz szybciej wykorzystujemy fundusze unijne, nikogo natomiast nie obchodzi, jak i na co są te pieniądze wydawane, co po nich zostanie, gdy wyczerpią się już fundusze.  Budowa dróg, wodociągów i inne inwestycje w infrastrukturę nie budzą wątpliwości, ale organizowanie tysięcy bezwartościowych szkoleń, gdzie trzeba dopłacać ludziom, aby przyszli, już tak. Podobnie dotacje bezpośrednie dla przedsiębiorstw, według niejasnych kryteriów i widzimisię urzędników.

Lepiej szkolić, niż wspierać

Jeśli wierzyć materiałom promocyjnym 40 tys. zł i kilkuletnie wsparcie tylko czekają na tych, którzy chcieliby założyć własną działalność gospodarczą i skorzystać z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, 6.2.
- Już prawie 140 osób dostało dotację na nową firmę w naszym województwie – chwalił się przedstawiciel jednego z samorządów wojewódzkich w I programie TVP.
Czyli około 50 osób rocznie dostaje dotacje, na całe województwo? Rzeczywiście, jest się czym chwalić. W blisko dwumilionowej Warszawie takie dotacje otrzymuje zaledwie ok. 60 osób rocznie w programie: „Warszawa, stolicą aktywnego biznesu” realizowanym przez Akademię Leona Koźmińskiego i władze miasta. 60 beneficjentów wybiera się z grupy 240 zakwalifikowanych do programu. Cała grupa przechodzi cykl szkoleń, a „najlepsi” dostają wsparcie. Rodzi się pytanie, czy nie rozsądniej byłoby w drodze konkursu wyłonić zwycięzców i ich szkolić, zostałoby więcej pieniędzy na konkretne wsparcie. Ale przecież organizatorzy zarabiają najwięcej na szkoleniach właśnie. Kto więc  tak naprawdę jest beneficjentem tego programu: przyszli przedsiębiorcy, czy firmy organizujące szkolenia?
Na rozwój przedsiębiorczości idą całkiem spore sumy z unijnych funduszy. W jednym tylko konkursie z 2009 r. (działanie 6.2), organizowanym przez Mazowiecką Jednostkę Wdrażania Programów Unijnych przeznaczone było na ten cel 80 mln zł, a podobne konkursy organizuje też Mazowiecki Wojewódzki Urząd Pracy. Rodzi się więc kolejne pytanie: co dzieje się z tymi pieniędzmi, skoro wsparcie w całym województwie mazowieckim otrzymuje zaledwie nieco ponad 100 osób rocznie?
Znacznie lepiej sytuacja wygląda w wypadku dotacji dla bezrobotnych, wypłacanych przez urzędy pracy, tu szansa na otrzymanie pieniędzy (o połowę mniejszych) jest znacznie większa.

Szkolenia, które nic nie dają

W tworzeniu fikcji za jak najbardziej prawdziwe pieniądze doszliśmy już chyba do mistrzostwa nie tylko w programie dla przyszłych przedsiębiorców. Jeszcze bardziej prężnie rozwijają się różnego rodzaju szkolenia, podnoszące kwalifikacje zawodowe.  Organizują je państwowe instytucje, fundacje, firmy prywatne. Jeśli zaufać znajomości rynku pracy wśród pomysłodawców i organizatorów szkoleń to w Polsce, zwłaszcza w małych miastach i na wsi najbardziej brakuje florystek, kosmetyczek i pracowników biurowych – cokolwiek to znaczy. Firmy biją się o dotacje, choć z założenia jest to działalność non-profit, ale potencjalni beneficjenci, jakoś się do szkoleń nie garną, znając zapewne ich wartość. Ale na to jest sposób, regulaminy konkursów pozwalają zapewnić kursantom nie tylko wyżywienie i zwrot kosztów dojazdu, ale także płacić za uczestnictwo w szkoleniach. Można mieć wątpliwości, czy ktokolwiek monitoruje te szkolenia, ich jakość, zapotrzebowanie na rynku pracy. Warto byłoby się dowiedzieć, jak zmienia się rynek pracy, gdy pojawiają się na nim kolejni absolwenci kursów florystycznych, kosmetycznych i pracowników biurowych, z dyplomami wydanymi przez organizatorów konkursów. I znów pojawia się to samo pytanie: Kto jest naprawdę beneficjentem tej pomocy?

Lepiej z mądrym zgubić…

… niż z głupim znaleźć, mówi stara mądrość ludowa. Idealnie opisuje ona to, co działo się w przyznawaniu dotacji na rozwój elektronicznych usług w ramach działania 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Takie stężenie bałaganu, chaosu, niekompetencji, zwykłej głupoty, złej woli i braku etyki w działaniach urzędników nawet w Polsce nieczęsto się zdarza.
O programie było głośno w mediach we wrześniu 2009 r., gdy przed siedzibami instytucji przyjmujących wnioski pojawiły się całonocne kolejki przedsiębiorców, chcących w pierwszej kolejności złożyć swoje projekty. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, realizująca program, wydała komunikat, że kolejność złożenia wniosków nie będzie brana pod uwagę. Zapewniała o tym w mediach prezes Agencji Bożena Lublińska-Kasprzak i jej rzeczniczka Monika Karwat-Bury.  Podczas seminarium na temat e-usług prezes Kasprzak publicznie zapewniała, że wszystkie prawidłowo wypełniona wnioski otrzymają dotacje.
O PARP znów zaczęło być głośno, gdy okazało się jednak, że o przyznaniu dotacji decydowała jednak kolejność zgłoszeń. Wywołało to  silne protesty zawiedzionych przedsiębiorców. Protesty przerodziły się w próbę znalezienia rozwiązania wspólnie z PARP, po czym Agencja znów pozostawiła oszukanych przedsiębiorców na lodzie.  Winą za zamieszanie obarczono rzeczniczkę prasową, która odeszła z PARP. Prezes Kasprzak nie spotkały żadne konsekwencje, ponieważ ma silną pozycję. Stanęła na czele PARP z politycznej nominacji z woli wicepremiera Waldemara Pawlaka, zastępując poprzedniczkę powołaną  na to stanowisko w wyniku konkursu.
Kryteria przyznawania dotacji w działaniu 8.1 od początku były niejasne, brakowało jasno określonych preferencji, czego autorzy konkursu oczekują. Z założenia miał być to konkurs dla małych i średnich przedsiębiorców, rozpoczynających działalność gospodarczą, stąd m.in. warunek, aby firma istniała na rynku krócej niż rok. Tymczasem okazuje się, że ponad 90% dotacji przyznano spółkom z o.o., w większości jeszcze nie zarejestrowanych. Rafał Poździk, wicedyrektor Departamentu Społeczeństwa Informacyjnego MSWiA, kierujący programem 8.1. osobiście i z dużą determinacją zaangażował się w eliminowanie małych firm (osób prowadzących działalność gospodarczą) z potencjalnej listy beneficjentów.  
Nie jest tajemnicą, ze założenie spółki z o.o. służyło obejściu warunku działania firmy krócej niż rok. Według różnych ocen ponad 80% beneficjentów konkursu to firmy założone specjalnie po to, aby otrzymać dotację. Wiele firm zakładając spółki pozyskało kilka dotacji z tego samego programu, niektóre nawet kilka w jednej edycji konkursu. (Informacje o beneficjentach znajdują się na stronie www.parp.gov.pl). Większość tych firm, po uzyskaniu dotacji i uruchomieniu usługi włączała ją do swojej podstawowej oferty.
Poważne wątpliwości budzi jakość projektów i suma przyznanych pieniędzy, np. 820 tys. na portal społeczności owy dla miłośników gier, dotacje na portal medyczny (stworzony przez firmę informatyczną) z narzędziami do diagnostyki, gdzie po wpisaniu np. ból głowy pojawia się opis 30 chorób, pochodzący z encyklopedii medycznej. Dość kuriozalne wydaje się dotowanie portalu do zdalnej nauki pilotażu samolotów pasażerskich.
Nie wiadomo dlaczego pani Kasprzak i pan Poździk zdecydowali, że dotacje mają otrzymać spółki, kosztem małych przedsiębiorców. Nikt o tym nie uprzedzał potencjalnych beneficjentów. Doprowadzili jednak do takiej sytuacji, że środki pomocowe faktycznie przyniosły więcej szkód niż pożytku, psując rynek, wprowadzając nieuczciwą konkurencje i promując firmy obchodzące zapisy konkursu i zajmujące się „łowieniem” dotacji.
Fundusze na bezpośrednie dotacje dla przedsiębiorstw wkrótce się skończą i chyba niewiele po nich pozostanie? Może lepiej byłoby wykorzystać je na zbudowaniu czegoś trwałego, np. systemu tanich i łatwo dostępnych i przyjaznych kredytów dla przedsiębiorców i tych, którzy mają dopiero pomysł na własną firmę?

Nie ulega wątpliwości, że fundusze unijne zmieniają Polskę na korzyść, nie znaczy to jednak, że powinniśmy bezczynnie przyglądać jak znaczna część tych pieniędzy jest po prostu marnowana, służąc często do promocji cwaniactwa, bylejakości i pazerności.

Piotr Janczarek

Wasze komentarze

Dodaj swój komentarz

 

 DODAJ  


 

myślę, że taką wisienką na torcie będzie szkolenie - wycena diamentów dla rolników odchodzących z zawodu :) Jak nic Polska stanie się zagłębiem pilotów i jubilerów w UE a może nawet i na świecie. Zresztą, jeśli chodzi o kapitał ludzki, Polska już może się pochwalić naszym sztandarowym produktem - krzyżownik - połączenie krzyżowca z nożownikiem.

Zgłoś naruszenie

ully

2011-07-26 10:41:07

to przecież jasne że największym beneficjentem pomocy unijnej w Polsce są ... polscy urzędnicy

Zgłoś naruszenie

spokojna

2012-02-22 15:24:47

Niedawno usłyszałem od specjalisty, który zajmuje się pozyskiwaniem funduszy, że nie opłaca mi się startować po dotację, za mało potrzebuję, a koszty osobowe w postaci opłacenia różnych ludzi - dojść będą za wysokie.

Zgłoś naruszenie

Leon

2012-02-22 17:22:25

Serdecznie dziękuję za ten artykuł autorowi. Zjawisko które opisuje Pan Janczarek jest nagminne, i polega przede wszystkim na wspieraniu firm szkoleniowych, konsultingowych, fundacji, stowarzyszeń a nie na głównej idei jaką miałaby być pomoc dla Beneficjentów Ostatecznych (tak przy okazji). Jak najbardziej nie jestem skory do żartu, bo przecież chodzi tutaj o miliardy euro dla Polski, ale wydaje mi się że obecny system konkursowy dotacji zwłaszcza w Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki i Innowacyjna Gospodarka, to rozkradnie pieniędzy publicznych na masową skalę, co szkodzi nam wszystkim.

Zgłoś naruszenie

Kondor

2012-02-23 18:11:33

Trzeba uwzględnić przyczynę ,a tą niewątpliwie jest przeniesienie produkcji do krajów takich jak Chiny.Jedynym wyjątkiem w UE są Niemcy które zachowały przemysł a bynajmniej jego rdzeń,dzięki temu tu w Polsce mamy przynajmniej namiastkę tegoż jako kooperanci.Jeżeli nie ma dostępu do pracy która cokolwiek wnosi zarówno w formie dochodów indywidualnych jak i podatków dla państwa ,trzeba zaproponować pracobiorcom substytut właśnie takie szkolenia nikomu do niczego nie potrzebne dające namiastkę ułudę otrzymania pracy.

Zgłoś naruszenie

konio

2012-02-26 16:46:43

byłem na takim "dotowanym" kursie, choć moja naiwność że na 8 spotkaniach naucze sie kosztorysowania tez zasługuje na dotacje.Cała artykół znakomicie odzwierciedla na co idą unijne dotacje. Byłem w jednym z wiejskich urzedów zatrudnienia, Pań urzędniczek jest wyjatkowo duzo wiem ze jest to powszechne a propozycje pracy, nędza za to kursy różnej maści sporo choć są typu "Szlifierz diamentów"

Zgłoś naruszenie

popisiorek

2012-03-01 12:11:58

 

O NAS | KONTAKT | REKLAMY | MAPA STRONY | MAPA XML

 

NBS - najlepsze strony internetowe