18 maja 2012, imieniny Eryka, Aleksandry, Feliksa

Na temat, natemat.com.pl, Piotr Janczarek, Iwona Janczarek
 
Strona główna
Na dziś
Rozrywka i Refleksja
Diety
Podróże
Zdrowie
Dzieci w szkole
Prawo i finanse
Przewodniki
Smacznie
Konkursy
  E-Zacznij  Fundusze Unijne. Czy pieniądze mogą szkodzć?  Ateista? Kto to taki?   Wiadomości ze świata wartości  10 inteligentnych dowcipów  Patriotyczne zabawki  Zofia  10 najgorszych rzeczy, które cię mogą spotkać na...  Gazeta na 1. kwietnia  Galeria Roberta Soboty  Z Czarnej Teczki Jurka Lindera
Powiadom znajomego

Wyślij link znajomemu

zamknij

10 najgorszych rzeczy na nartach

1. Nie pojechać na narty,

np. z powodu choroby, braku urlopu, czy pieniędzy.

2. Brak śniegu. 

Problem nie występuje zbyt często, ostatnio 4 lata temu, gdy śniegu brakowało nawet w Alpach.

3. Kolejki do wyciągów.

Jeśli już jesteśmy na nartach, trzeba kupić karnet, w Polsce zazwyczaj do każdego wyciągu obowiązuje inny. Stoimy więc cierpliwie każdego dnia, przyzwyczajeni już, że znacząca część narciarzy dopiero przy okienku zastanawia się jaki karnet kupić, na cały dzień, pół dnia, od 12, a jaki dla szwagra Zdzicha, który jeszcze nie dojechał, ale wkrótce będzie. Potem jeszcze kolejka do wyciągu i jesteśmy na górze, przerażeni myślą, że jak zjedziemy, znów trzeba będzie stać. Nie wszystkim to jednak przeszkadza, można się przekonać patrząc na tłumy w Zakopanem, Krynicy, Bukowinie, czy Szczyrku w czasie ferii. Recenzje ośrodkow narciarskich powinny zaczynać sięod informacji, czy są tam kolejki do wyciągow, czy nie. 

4. Ferie na Mazowszu.

Kiedy jadąc autem zauważysz samochody z nartami na dachu, dwukrotnie przekraczające dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym i wyprzedzające "na trzeciego", niechybnie oznacza to, że zaczęły się ferie na Mazowszu. Gdy w polskich górach rosną ceny noclegów, również jest to znak początku warszawskich ferii. 

5. Podróż na narty.

Nie ma lekko. Chcesz pojeździć na nartach, musisz najpierw dojechać. Jeśli mieszkasz w centrum kraju lub na północy to nie masz lekko, pozostaje zaciśnięcie zębów i cierpliwość, aby do granicy. 

6. Kraków.

Jedną z najgorszych rzeczy, jaka może się przytrafić podróżującym z północy na południe i z powrotem jest Kraków. Najpierw nadrabiamy ponad 30 km niby obwodnicą, by w końcu wylądować w środku miasta. A tu im dalej, tym gorzej. Ktoś musiał długo kombinować, jak utrudnić życie podróżującym w kierunku Warszawy. Rozumiem, nie lubią warszawiaków, ale czym zawinili im inni, jadący w kierunku Warszawy. Ustawienie świateł na skrzyżowaniach wyraźnie preferuje jadących w innych kierunkach, droga jest coraz węższa, znikają pasy, więc tworzą się ogromne korki. Na końcu mamy wąziutką scieżkę, przy której droga z Dzierzkowic do Popkowic to trasa szybkiego ruchu. 

7. Niektórzy narciarze

Uprą się, że muszą koniecznie jechać kanapą z wujkiem, który dopiero przedziera się na początek kolejki i blokują dojście innym, typowe np. w Bukovelu (na szczęście nie ma tam raczej kolejek).

8. Nie sposób ominąć.

Z daleka wyglądają jak jakiś balet narciarski, z bliska okazuje się, że to tylko kilkoro narciarzy wolno sunących od krawędzi stoku do krawędzi. Nie zostawią nawet pół metra na ominięcie. Nie ma na to rady, trzeba albo dobrze celować, albo z dala hamować.

9. Dżigit na nartach.

Można ich łatwo spotkać zwłaszcza w miejscach, gdzie nie ma bogatej tradycji narciarskiej. Przypominają śniegowe bałwany, ustawione na sankach i puszczone z góry. Tylko te żywe wykonują jeszcze dziwne, gwałtowane ruchy rękoma. Niekiedy runą już na samym początku, czasami wykładają się dopiero na samym dole, siejąc popłoch wśród narciarzy. 

10. Kuchnia słowacka, czeska i austriacka.

Przez tydzień można wytrzymać, a nawet jest całkiem przyjemnie, lubię smażony ser z sosem tatarskim, gulasze, sznycle i strudle, ale później zaczyna się myśleć ciepło nawet o Mc Donalds.



Zobacz również nasz rozdział Narty, w nim m.in. Słowacja - ośrodki narciarskie, co nowego w sezonie 2010/2011, ceny; Słowenia, Bukovel w ukrainskich Karpatach:

http://www.natemat.com.pl/podroze/narty.html

Wasze komentarze

Dodaj swój komentarz

 

 DODAJ  


 

Brakuje jednego ważnego punktu, brzmi on: snowbordziści - lewusy. Patrząc na krajowe stoki można dojść do wniosku, że głównym zajęciem polskich deskowiczów jest kontemplowanie widoków. Oto jadąc, napotykamy przed sobą pięciu, siedmiu, czasem więcej, "swowbordzistów" siedzących na śniegu w poprzek stoku. Niewprawny narciarz, natknąwszy się na nich, może w panice wykonać szereg manewrów kończących się wywinięciem orła. Osobną kwestią jest wjeżdżanie początkujących snowbordzistów w innych użytkowników śniegu (to akurat dotyczy również początkujących narciarzy, chcących zaoszczędzić na instruktorze). Obserwowanym zjawiskiem jest również zgarnianie śniegu za pomocą snowboardów. Snowbordzista patałach, miast schowawszy w kieszeń godność osobistą szkolić się na ośle łączce, wjeżdża na poważniejszy stok, z którego następnie z duszą na ramieniu zsuwa się wraz ze śniegiem na desce ustawionej do stoku prostopadle i postawionej na krawędzi. W efekcie bardziej strome kawałki są wyglancowane do żywego lodu, a jazda po takim szkle jest po prostu paskudna i niebezpieczna.

Zgłoś naruszenie

K.Otello

2010-12-13 14:40:08

 

O NAS | KONTAKT | REKLAMY | MAPA STRONY | MAPA XML

 

NBS - najlepsze strony internetowe