Sześciolatki do szkół? Rodzice są za.
Premier Donald Tusk położył na jednej szali wagi reformę oświaty, na drugiej partyjny interes przed wyborami. Przeważyła ta druga szala. Rząd przełożył aż o dwa lata obowiązek wcześniejszego rozpoczynania nauki szkolnej. Partyjny interes z pewnością niewiele zyskał, ponieważ decyzja ta spotkała się głównie z irytacją i rozczarowaniem ze strony rodziców, którzy już posłali swoje sześciolatki do szkół.
Nie będziemy musieli posyłać dzieci wcześniej do szkoły przez najbliższy czas, ale posłać możemy. Wcześniejsze rozpoczynanie edukacji, w tym przedszkolnej, jest krokiem o znaczeniu wręcz cywilizacyjnym. Niestety, nieudolność rządu, brak umiejętności komunikowania się ze społeczeństwem, infantylizm mediów, który tę komunikację utrudnia, sprawiają, że ta cywilizacyjna szansa jest wciąż, w dużym stopniu, marnowana.
Jak się okazuje jednak, wielu rodziców (nie twierdzę, że większość) rozumie to znakomicie. Do szkół poszło całkiem sporo sześciolatków, w ośrodkach, w których rolę edukacji rodziców wzięły na siebie samorządy, a także pojedyncze szkoły. Posłali dzieci do szkół,mimo histerii, jaka wyrosła wokół reformy oświaty i wcześniejszego rozpoczynania nauki. W mediach brylowali założyciele akcji "Ratuj maluchy". Powstała dziwna koalicja sprzeciwu, od TVN i "Gazety Wyborczej", przez "Rzeczpospolitą" i "Fakt" do "Radia Maryja", wspierana przez polityków PiS oraz PJN, którzy akurat znaleźli okazję, by "dokopać" rządowi, nieważne w dobrej, czy złej sprawie. "Polacy przeciw sześciolatkom w szkole", "Bunt rodziców", "Rodzice przeciw reformie edukacji", to tylko niektóre tytuły prasowe.
Dobrą stroną tej wrzawy jest to, że zaczęła się jakaś dyskusja na temat edukacji. Tylko, że przeciwnicy, zamiast stawiania racjonalnych tez, popartych wiedzą i znajomością rzeczy, powtarzają wciąż argumenty na poziomie dyskusji na imieninach u cioci, po kilku głębszych toastach. 340 tys. podpisów przeciwników reformy to główny argument inicjatorów akcji "Ratuj maluchy", na pewno coś znaczy, ale też nie należy ich przeceniać. Nie wiemy ile podpisów złożyli rodzice, ile słuchacze pewnego katolickiego radia, którzy nie wiedzą o co chodzi, ale posłuchali wezwanai ojca dyrektora, a ile podpisów złożli przeciwnicy rządu po prostu. Z drugiej strony mamy rzeszę rodziców, kórzy posłali swoje sześciolatki do szkoły, jest to przecież silny głos za reformą.
Czy można więc powtarzać, jak robią to media, nie tylko propisowskie, niektóre katolickie i tabloidy, że Polacy są przeciw wcześniejszemu rozpoczynaniu nauki w szkole? Na pewno nie wszyscy.
Wielu rodziców uległo argumentom przeciwników reformy. Taki strach i obawy są zrozumiałe, gdy chodzi o dobro własnego dziecka. Ale prawda jest też taka, że znacznie łatwiej jest podpisać petycję, powtarzać oklepane argumenty, niż zrobić pewnien wysiłek i dowiedzieć się, jaka jest dzisiejsza szkoła, czego uczy, jakie korzyści może mieć dziecko z wcześniejszej edukacji. Wiele szkół organizuje dni otwarte, można zobaczyć, jak przygotowana jest szkoła, pozrozmawiać z nauczycielami, dyrekcją. Niestety, niewielu rodziców przychodzi. Jeszcze trudniej jest się zorganizować, aby dopilnować, by szkoły były dobrze przygotowane, wywierać presję na samorządy. Takie działania, bądź ruch społeczny byłyby cenne i potrzebne.
Inicjatorzy akcji: "Ratuj maluchy" dali wielu rodzicom szanse zwolnienia z bolesnego procesu samodzielnego myślenia. Nie wiem, czy więcej w tej akcji cynizmu, czy głupoty, może jedno i drugie. Ta akcja pokazuje, jak łatwo w Polsce zrobić karierę na populizmie, a zbiórka pieniędzy organizowana przez inicjatorów tej akcji, wskazuje, że nie tylko karierę medialną.
Niechęć rodziców przed wcześniejszą edukacją odbije się na dzieciach. Marek Michalak, rzecznik praw dziecka przestrzega przed straszeniem dzieci szkołą, bo to prosta droga do fobii szkolnych. Ostrzega przed tym także Dorota Zawadzka, pedagog, twierdząc, że wiele dzieci protestujących rodziców pójdzie do szkoly z przeświadczeniem, że dzieje się im krzywda, że się nie nadają do szkoły, a to prosta droga do niskiej samooceny i lęków szkolnych.
Z myślą o rodzicach przedszkolaków i najmłodszych uczniów oraz wszystkich zainteresowanych tematyką edukacji przygotowaliśmy w naszym portalu rozdział: "Dzieci w szkole". Zgromadziliśmy tu opinie i rady specjalistów: pedagogów, psychologów, samorządowców. Teoretyków i praktyków. Mamy nadzieję, że z naszych poradników, głosów w dyskusji dowiecie się, czy i dlaczego wcześniejsze rozpoczynania nauki jest korzystne dla dzieci, jak przygotowane są szkoły, na czym polega podstwa programowa dla klas młodszych, co jest istotą reformy, kiedy możemy mowić, że dziecko osiągnęło dojrzałość szkolną, jak pomóc mu w pierwszych tygodniach szkoły i in.
Stworzyliśmy już album "Sześciolatek w szkole", z komentarzami rodziców. Prawie 50 zdjęć i komentarzy.
Zachęcamy do wpisywania swoich opinii pod poszczególnymi tekstami, wpisania swojego e-maila do newslettera.
Piotr Janczarek, redaktor naczelny
Wasze komentarze
Moja córka poszła do szkoły jako siedmiolatek - uważam, że o rok za późno. Doskonale potrafiła czytać, pisać i liczyć i przez pierwsze pół roku tylko słyszałam: mamo, ja szlaczki rysowałam w tamtym roku, nudzę sie! Chociaż na przerwach się z pewnością nie nudziła:). Nie zapomnę, jak w październiku, czekając z córką na poczekalni u lekarza poprosiłam: "Przeczytaj mi, proszę, co jest napisane na tablicy ogłoszeń". Jej odpowiedź: "Nie mogę, mamo, nie znam jeszcze "dź" i "ć". Wniosek mój jest taki: nowa podstawa programowa w I klasie jest dość ... hm... mało ambitna. Lepiej, gdy dziecko uczy sie literek w wieku 5-6 lat niż jako 7 -latek już znający litery nudzi sie w szkole. Aha, córka ma bardzo fajną panią nauczycielkę, która dała sobie radę z klasą, która w większej części ma takie umiejętności, jak moja córka. A w szkole jest oddzielona część dla klas najmłodszych. Wiele zależy od nauczyciela. Ale rodzice nie powinni się aż tak szkoły bać. Dzieci dają sobie radę. A rodzice powinni przede wszystkim dawać dzieciom duże wsparcie, a nie bać się na zapas.
Strach rodziców przed szkołą wynika głównie z niewiedzy, a lęki te często przechodzą na dzieci. Nie bardzo mogę się zgodzić, że nowa podstawa programowa jest mało ambitna. Jako rodzice oczekujemy od szkoły głównie tego, że nasze dzieci będą zdobywały wiedzę. Nie jest to najważniejsze na początku nauki. Dzieci mają się uczyć podczas zabawy i kształtować umiejętności uczenia się, umiejętności społeczne. Nauczyć dziecko czytać i pisać można bez problemu samemu.
Do pani Ali. Pisze pani, że jest nauczycielką, ten zawód wyznacza pani pozycję społeczną. Zapewne pani też zmywa naczynia, prasuje. Gdybym napisał o pani, że głos zabiera specjalistka od prasowania, byłoby to równie kulturalne i błyskotliwe, jak nazwanie znanego pedagoga specjalistką od margaryny.
Pani Alu, Szkoda emocji i czasu . Ta strona to propaganda. Już jedną moją wypowiedź usunięto. Rodzice są przeciw reformie , nie dlatego,że nie chcą uczyć dzieci, dlatego, iż chcą edukacji nowoczesnej, a podstawa programowa, którą przygotowała p. K. Hall to bubel , który nawet 30 lat temu dzieciom nie mógłby służyć.
W każdej grupie zawodowej są ludzie otwarci na zmiany, lubiący swoją pracę twórczy i kreatywni. Ale są też tacy, jak np. nauczyciele, którzy straszą rodziców i dzieci szkołą, niechętni jakimkolwiek nowym wyzwaniom Znacznie wygodniej jest np. trzymać dzieci w ławkach i pokazywać literki, niż zorganizować naukę poprzez zabawę, zabrać dzieci na wycieczkę. Nie mówiąc już o takim wysiłku intelektualnym, jak zapoznanie się o co chodzi w nowej podstawie programowej. Szkoła niestety przygotowuje dzieci do rozwiązywania testów, ku zadowoleniu wielu rodziców, ale nowa podstawa programowa w młodszych klasach, na szczęście od tego odchodzi.
No i jeszcze jedno. Cytat : "Tylko, że przeciwnicy, zamiast stawiania racjonalnych tez, popartych wiedzą i znajomością rzeczy, powtarzają wciąż argumenty na poziomie dyskusji na imieninach u cioci, po kilku toastach. 340 tys." Oto argument przeciwko tak pospolitej i niemoralnej reformie , który w rzeczy samej może i był dyskutowany na imieninach u cioci przed i po toastach : - w przeciętnej szkole dziecko w czasie 5 godzin lekcyjnych zarówno w I , II i III klasie, a nawet później siedzi w ławce, a przestrzeń, którą ma dla siebie to zaledwie 80 cm kwadratowych , dużo mniej niż ma nie jeden więzień. Za czasów Piotra Wielkiego więzienia w Petersburgu dla każdego więźnia politycznego zapewniały 9 metrów kwadratowych. Warszawski moloch - szkoła na Ursynowie jest tak pięknie przygotowana , aby w ogóle uczyć wszystkie dzieci, iż nawet dywaniki są, ale o powierzchni 3 metrów kwadratowych. Bawić się na nich może góra 5 dzieci. Reszta czeka w kolejce. To już nie argument po toaście, to doświadczenie samych dzieci drodzy prorządowi założyciele portalu. Dla chętnych do poczytania argumentów rzeczywistych ekspertów, którzy pedagogiką parają się zawodowo odsyłam do artykułów w oficjalnych nawet prorządowych gazetach jak Gazeta Wyborcza. Wszystkie artykuły znajdziecie Państwo na stronie akcji Ratujmymaluchy.pl , których założyciele nie brylowali przez trzy lata jak pisze autorka powyższego tekstu, ale we współpracy z rzeszą rodziców i nauczycieli prowadzili rzetelny dialog, na który ani MEN , ani rządzący zdobyć się nie potrafili.
Posty niecenzuralne, obrażające innych są usuwane. Nie toleruję również trollowania. Dyskusja nie polega na tym, aby wysyłać kilkanaście, czy kilkadziesiąt podobnych postów. Do Omi5. Zamiast trollować proponuję napisać tekst polemiczny, przedstawić swoje argumenty, podpisać się imieniem i nazwiskiem. Opublikujemy go w portalu, jako artykuł.
W życiu nie czytałam tak propagandowego artykułu (ha ha)! Rodzice nie są za! I nie martwię sie o swoje mądre dziecko, ja mu pomogę, będę pilnować, pomagać, uczyć i cierpliwie tłumaczyć, że jest 2 lata młodszy od rówiesników z klasy i nie musi pisać tak szybko jak oni. Martwi mnie chaotyczna i nieprzemyślana podstawa programowa, ciasna klasa, wszechobecne testy, 45-minutowe jednostki lekcyjne z zajęć językowych, komputerowych i in. Skąd Wy bierzecie tych ekspertów??? Oni nie mają nic wspólnego z praktyką szkolną, bo Pani "od margaryny" zajmuje się tańcami, gwiazdami.... itp. Proszę o równe szanse dla mojego dziecka i moich uczniów.
Przecież chodzi tylko o to, żeby rodzice mogli szybciej wrócić do pracy, żeby utrzymać wzrost gospodarczy, a nie o dzieci. Poproszę o wykaz źródeł finansowania tego portalu, żebym wiedział, czy mam do czynienia z faktyczną dyskusją, czy z opłaconymi publikacjami propagandowymi.
"Przecież chodzi tylko o to, żeby rodzice mogli szybciej wrócić do pracy, żeby utrzymać wzrost gospodarczy, a nie o dzieci". Oczywiście, do tej pory rodzice siedzieli z dziećmi w domu przez siedem lat, teraz będą siedzieć przez sześć i o rok wcześniej wrócą do pracy. Jeśli chodzi o finansowanie portalu, to łoży na niego wszechświatowy spisek mający na celu zniszczenie polskiej oświaty. Kto finansuje kilkudziesięciu specjalistów i rodziców wypowiadających się w tym dziale portalu? Nie wiem. Takie wypowiedzi są bardzo cenne, pokazują znakomicie, jakiej jakości argumenty prezentują przeciwnicy obniżenia wieku szkolnego.
Wysłałam pojego syna do pierwszej klasy w zeszlym roku, jako 6-io latka. W klasie jest 10-ro sześciolatków i 15-siedmiolatków. Sześciolatki radzą sobie świetnie, program jest do nich dostosowany, żadne z dzieci nie ma kłopotów. Wśród najlepszych uczniów w klasie nauczycielka wymieniła zarówno 7-io jak i 6-io latki. 6-io latek ma bardzo chłonny umysł, błyskawicznie przyswaja wiedzę, potrafi już myśleć abstrakcyjnie. Uważam, że trzymanie go w przedszkolu to hamowanie jego rozwoju. A zabieranie dzieciństwa? To bzdura. Dzieciństwo nie trwa do 7-go roku życia. 10-io latek to też dziecko - powinien więc być w przedszkolu? Mój syn jest szczęśliwy, że poszedł do szkoły (zwykła państwowa podstawówka). Autentyczną radość sprawia mu uczenie się nowych rzeczy. Koledzy z jego rocznika (ma z nimi kontakt), którzy zostali w przedszkolu zazdrościli mu tej szkoły :-). 6-io latek to dziecko które wyrosło z przedszkola i się w przedszkolu nudzi.
Zylem w Polsce i myslalem z tej pozycji - uwazalem, ze dzieciom skraca sie dziecintwko i takie inne bzdury. Wyjechalem z kraju wraz z rodzina. Moje dzieci ucza sie na miejscu - w Singapurze i okazuje sie, ze Polska jest jakas wyspa na rynku edukacyjnym swiata. Jakies poplatanie z pomieszaniem. Dzieci w Anglii zaczynaja szkole w wieku 5 lat. W Singapurze, Indiach, Chinach w wieku 6ciu. Ale tak na prawde zaczynaja duzo wczesniej. Ograncize sie tylko do przykladu Singapuru, w ktorym mieszkam, bo ten temat znam dobrze. Dzieci w wieku 6ciu lat (skonczone 6 lat) idac do szkoly znaja: - czytanie calych prostych zdan po Angielsku - pisanie recznie i na kompuerze (co w cale w jezyku Angielskim nie jest proste z powodu braku regol - tzw phonics) - znaja podstawy dodatkowego jezyka (Chinski, Majajsko lub 2 inne do wyboru) - umieja liczyc do 1000 po Angielsku i Chinsku - umieja dodawac i odejmowac do 20tu (lub wiecej - nie jestem pewien) w obu jezykach Chce powiedziec, ze wychowujemy 'niedouczone dzieci'. Nie iwiem jak beda konkurowac na globalnym rynku kiedy dorosna. Do tego dochodzi niechec do nauki jezykow obcych. Polska jest rowniez na szarym koncu. Mam przyjaciol z roznych krajow i na prawde jestesmy jezykowymi analfabetami. Literki powoli wprowadza sie tutaj u 3 latkow w przedszkolu. Potem co roku nauki jest coraz wiecej (ok. 2-3 godziny dziennie). Dzieki temu dzieci umieja czytac i pisac dosc plynnie, gdy ida do szkoly. Co za katastrofalna przepasc wzgledem Polski. W wieku 7miu lat, to juz sobie nawet nie wyobrazam. Widze codziennie na ulicy dzieciaczki liczace i czytajace. Nie maja czesto nawet 5ciu lat. Potem nacisk na nauke jest rowniez bardzo duzy. Kiedy Polskie dzieci maja zdobyc te wszyskie umiejetnosci i wiedze, jesli juz na wstepie tak dba sie o to 'zeby przypadkiem nie stracily dziecinstwa'. O co w ogole chodzi z tym 'zabieraniem' dziecinstwa. Czy dziecko musi byc nierozumne, zeby mozna bylo uznac, ze dobrze przezywa dziecintwo. Czy juz od dziecka nie powinno wdrazac sie do dyscypliny i codziennych obowiazkow. Im wczesniej zacznie, tym mozna to wprowadzac bez nadmiernego szoku dla dziecka. Dlaczego polscy rodzice posterzegaja edukacje jako 'zagrozenie dla dziecintwa'. Nie przystajace do dzisiejszych wymagan sa: - rodzice, ze swoim 'nadopiekunczym' podejsciem do dzieci - program szkolny, ktory podaza za takim mysleniem i zbyt powoli wprowadza nauke, omijajac zgrabnie okres najlepszego przyswajania przez dzieci (znacznie przed 7mym rokiem). Wniosek jest taki: Rodzice, robcie co mozecie, zeby Wasze dzieci uczyly sie duzo i jak najwczesniej. Nie patrzcie na zbiorowa schizorfrenie, bo dzieci Wam to w przyszkosci wypomna. Nie tylko szkola uczy - wezcie sprawy w swoje rece. Jesli Was stac, to wezcie korepetytra i prywatna szkole (jesli taka opcja w ogole cos da). Jesli nie, to codziennie uczcie dziecko sami (np. 15 minut dziennie - codziennie). Nie ogladajcie sie na innych, bo 'za prawde powiadam Wam' - dzieci nie beda w przyszlosci konkurowaly z innymi Polakami, ale z Hindusami, Chinczykami, Anglikami, Niemcami - i tylko dobrzy (juz nie mowie najlepsi) beda mieli mozliwosc pracy za godziwe pieniadze. A na prawde, z takim podejsciem nie widze szans dla 95% Polakow (to ta czesc, ktora bedzie narzekac, ze ich nie chca zatrodniac na lepiej platnych stanowiskach (wymagajacych np. wiedzy specjalistycznej). I nie da sie juz pozniej nadrobic straconego czasu. Przestancie byc tak strasznie zasciankowi. Polska to nie koniec swiata. Tak na prawde to tylko jego obrzeza. Rzeczy na prawde wazne dzieja sie w innych miejscach a edukacja jest kluczem do uczestniczenia w nich. Nie potrafie nawet wyrazic mojego przerazenia i bezsilnosci, gdy patrze na polska edukacje i na jej skotki w przyszlosci. Pozostaje jeszcze 5% rodzicow, ktorzy w kazdej sytuacji i w kazdych warunkach i tak postepuje wg wlasnego rozumi. Ich dzieci sobie poradza zawsze i wszedzie (niezaleznie od narodowosci). Ale edukacja narodowa powiinna dbac o 100% lub przynajmniej o wiekszosc dzieci w spoleczenstwie. A ten jest wyizolowany z procesow zachodzacych w swiecie. Dodajmy, ze do tego osoby ktore juz dzis cos potrafia i maja doswiadczenie - wyjezdzaja w duzej liczbie i osiedlaja sie poza Polska. Kto w takim razie zostanie w Polsce? Na pewno emeryci i ... wszyscy, ktorzy nie mogli wyjechac? Czy taki jest plan? Spowodowac, zeby nie mogli konkurowac i nie mogli wyjechac? Tak to troche wyglada (choc w to nie wierze, bo za dlogo zylem w Polsce). Niestety nie ma planu, po prostu wychodzi jak zwykle - slabo. Popieram w 100% jak najwszescniejsza edukacje. Moze od razu skopiujemy system np. Brytyjski i bedzie znacznie latwiej, bo nie bedziemy musieli uczyc sie na wlasnych bledach. Bo swiat oddala sie od nas wielkimi krokami. Wiem, ze wiekszosc z Was pomysli, ze przesadzam. Ale mam przyklady w kolo i oczom nie wierze (ja sam). Te dzieciaki juz na starcie, w wieku 6 lat maja wiedze jak nasze 9cio latki (przy okazji ucza sie tez innych rzeczy, tak jak w polskiej SZKOLE). A potem edukacja juz tylko przyspiesza. Zycze duzo samozaparcia. Niestety trzeba zaczac od edukacji rodzicow. Obawiam sie, ze nastepne 2 pokolenia beda placiliy za te bledne zalozenia. Andrzej z Singapuru
Redakcja: To nie spisek, tylko kalkulacja zwykła. Do tego co napisałem wcześniej dochodzi jeszcze wcześniejsze osiągnięcie zdolności produkcyjnej. Jeśli nie ma widocznych korzyści ze zmiany przepisów to się ich nie zmienia (szczególnie na takie, które wywołują protesty), a proszę mi nie mówić, że to z troski o dzieci. Na pewno jest odsetek, dla których jest to błogosławieństwem, bo szybciej będą mogli z patologicznych rodzin się wyrwać, ale ja wolałbym zachować możliwość decyzji o wcześniejszym wysyłaniu dziecka do szkoły. Dlaczego mi się tego odmawia? Cieszę się, że artykuł powstał szczerze a nie na zamówienie. Różne rzeczy już widziałem, chciałem się upewnić. Andy: Nie jestem przekonany, czy model Azjatycki mi odpowiada. Ja wolałbym samodzielnie wychować swoje dzieci, a nie zdawać się na Państwo, które wielokrotnie nadużyło mojego zaufania. W przypadku tamtych rejonów takie zaufanie wydaje się być szczególnie groźne.
Mam dokładnie takie same doświadczenia ze swoim dzieckiem jak Ania i takie same spostrzeżenia. Post Andiego dał nam możliwość wychylenia głowy z polskiego zaścianka. Andy powołuje się na przykłady krajów Azjatyckich, ale równie dobrze można byłoby przytoczyć kraje skandynawskie. Bardzo się ciesze, że mój Szanowny Adwersarz tjombka, wspomniał, że dla niektórych dzieci wcześniejsza edukacja jest błogosławieństwem, moim zdaniem to jedna z najistotniejszych rzeczy w tej reformie. Jeśli chodzi o decydowanie rodziców o posyłaniu do szkoły, gdybyśmy mieli to prawo wiele dzieci nie poszłoby do szkoły wcale. Dzieci nie są własnością rodziców, mają swoje prawa, tj. m.in. do nauki i ochrony zdrowia, rodzice nie mogą tego ograniczyć np. ze względu na swój światopogląd.
Redakcja: dlaczego ograniczają Państwa moje prawa jako rodzica zmuszając do posyłania dziecka do nieprzygotowanych do tego placówek. Powoływanie się na dobro dziecka w tym przypadku to jakiś absurd. Proszę skonsultować się z nauczycielami jeśli uważają Państwo inaczej. Akurat patologiczne rodziny potencjalnie chętnie wyślą dzieci prędzej do szkoły, żeby się ich pozbyć z domu. Jeśli nie uważają się Państwo za zdolnych do wychowywania własnych dzieci i wolą zrzucić to na szkołę, to proszę nie odbierać takiej możliwości innym. Zawsze można było wysłać dziecko do szkoły wcześniej. Nie było potrzeb, poza ekonomicznymi, żeby tworzyć z tego zasadę. Na model skandynawski zwyczajnie naszego Państwa nie stać, najwyżej na marną karykaturę, która przyniesie więcej szkód niż korzyści, choć i w przypadku wiernego odwzorowania nie byłbym do tych korzyści przekonany.
Z tego co się orientuję, to Finowie (osiągający najlepsze wyniki we wszelkich testach) posyłają swoje pociechy w wieku 7 lat. Do tego mają nieograniczone możliwości korzystania z przedszkoli. Moje dziecko w wieku 3-4 lat takiej szansy nie miało (brak). Ponadto w większości krajów dzieci mają UKOŃCZONE 6 lat. U nas próbuje się wcisnąć 5-latki (urodzone po 1 IX 2006 z siedmiolatkami (urodzonymi np. I 2005). To tak jakby na starcie postawić fiata 125 z audi. Rodzice się martwią, proszę ich zrozumieć, a nie kpić.
Pani Alu, w krajach skandynawskich dzieci zaczynają edukację praktycznie w wieku 3 lat, a szkoła jest kolejnym jej etapem. W Polsce jedne dzieci zaczynają naukę w przedszkolu w 3 lat, a inne dopiero 7. Jeśli więc pójdą do obowiązkowego przedszkola w wieku pięciu lat, a nie dopiero jako siedmiolatki do szkoły, to ten dystans się zmniejszy. Podstawa programowa zakłada nabycie umiejętności uczenia się, niektórzy twierdzą, że mało ambitna, nie jest to więc wyścig, w którym młodsze dzieci nie będą nadążać za starszymi. Wiek metrykalny nie jest najważniejszy, bo dzieci osiągają dojrzałość szkolną w różnym czasie. Więc ta reforma jest bardzo korzystna zwłaszcza dla dzieci, które nie chodziły do przedszkola. Obawy rodziców są poniekąd zrozumiałe. Niemniej jednak rodzice powinni, a w zasadzie mają obowiązek zdobyć się na pewien wysiłek i dowiedzieć się jak funkcjonuje szkoła i czego będzie się uczyć jego dziecko. Wielu rodziców podjęło ten wysiłek, wielu się na to nie zdobyło. Aby to ułatwić przygotowaliśmy cykl poradników, napisanych prostym z zrozumiałym językiem. Wystarczy tylko chcieć się zapoznać, wtedy będzie łatwiej rodzicom i dzieciom. Znam to także z praktyki, bo nasze dziecko poszło do szkolnej zerówki przed ukończeniem 5. roku życia, była to bardzo dobra decyzja. Do Pana Tjombki Co Pan może wiedzieć o nas, o naszych dzieciach, że twierdzi Pan, że nie potrafimy zadbać o dzieci i zrzucamy odpowiedzialność na szkołę. Szkoła to nie tylko uczenie literek, ale także kształtowanie dojrzałości społecznej, kontakt z innymi dziećmi współpraca w grupie. W pierwszych latach edukacji, to właśnie jest najważniejsze. A Pan nawet o tym nie ma pojęcia.
Obowiązek powszechnej edukacji to wielkie osiągnięcie cywilizacji - prezent dla dzieci a nie kara. Bez tego obowiązku wiele dzieciaków mogłoby tylko marzyć o nauce czytania czy pisania. Właśnie o to chodzi aby każde dziecko, bez względu na wolę rodziców miało taki sam start edukacyjny. Obecna histeria wokół posyłania do szkoły młodszych dzieci to prostu żenada - mam wrażenie jakby część polskich rodziców chciała cofnąć postęp o ponad sto lat, oddać decyzję edukacyjną w ręce rodziców i ustawić nasz kraj na równi z kilkoma najbardziej zacofanymi krajami świata.... W mojej rodzinie dzieci zawsze szły do szkoły wieku 6-ciu lat i żadne z nich nie miało z tego powodu problemu, przeciwnie dobrze im szło i wielu ma na koncie świadectwa z wyróżnieniem. Gadka o "nieprzystosowanych szkołach" jest rozbrajająca - proszę mi powiedzieć czym różni się przygotowanie szkół dla 6-cio czy 7-mio latków??? Nonsens. W rzeczywistości na późniejszym starcie szkolnym tracą dzieci, dla których wyrównywanie szans na starcie jest najważniejsze - te z zaniedbanych rodzin, te, w których domach nie ma książek. Im później pójdą do szkoły, tym więcej stracą z tego najbardziej chłonnego okresu w życiu jakim jest wczesne dzieciństwo. Dzieci ambitnych rodziców tak czy inaczej będą się uczyć zanim pójdą do szkoły i to nie tylko pisania i czytania, często też angielskiego i muzyki. Dzieci z rodzin rodziców "mniej ambitnych" pójdą często do szkoły z zerowym zapleczem i im później się to stanie, tym mniejsze będą ich szanse na dorównanie rówieśnikom.
Babs. To jest właśnie sedno sprawy, aby dać szansę dzieciom, które mają trudniej. Niestety, wycofanie się pani minister z projektu obowiązkowej edukacji sześciolatków, wielu dzieciom tej szansy nie da. Mam nadzieję tylko, że nie jest to polityczna kalkulacja przed wyborami.
Witam, a ja wysłałem moich dwóch chłopaków (bliżniaki) do szkoły wcześniej i dziękuję Pani przedszkolance że nas do tego namówiła. Cały protest rodziców jest bez sensu. Sami nie wiedzą co mówią. Nasza szkoła też nie jest jakoś specjalnie przygotowywana do 6-latków. Po prostu zrobiono klasy w których dzieciaki zostawiają książki i mają w nich wszystkie zajęcia. Chlopaki chodzą na basen już drugi rok (właśnie zaczęli 2 klasę). Trenują siatkówkę. Mają kółko informatyczne. Wszystko jest w porządku. I to wcale nie jest jakaś super wybitna szkoła, po prostu normalna. Wreszcie robią coś ciekawego a nie tylko w kółko zabawa w piaskownicy w przedszkolu. Warto też pójść do szkoły z dzieckiem i odwiedzić pedagoga zanim się wyśle do 1 klasy. I nie jest to żadna propaganda, nie jestem żadnym trollem czy czymś takim. I nie bójmy się szkoły, ludzie nie przesadzajcie. Jestem z podkarpacia, tutaj niestety bastion PIS i ludzie jakoś w to wierzą. Pozdrawiam
Jeśli chodzi o skrzywdzenie roczników 2005 i 2006, to teraz jest najlepszy moment, ponieważ jest niż demograficzny. Później będzie trudniej i zawsze jakieś roczniki będą pokrzywdzone.
Wszystko ładnie pięknie, ale dlaczego roczniki 2005 i 2006 są skrzywdzone podwójnym obłożeniem?
Tak, tak...przedszkole to jest dopiero przedsionek "piekła", jakim się zowie polska edukacja. Od szkoły podstawowej zaczyna się "walka z uczniami", upokarzanie ich, pozostawianie samych sobie i coraz większe wymagania względem coraz mniejszych możliwości. Z następnych reform co wyniknie? 3-latki do szkoły? A może już kobiety w ciąży będą chodzić do przedszkola i za pomocą rozwiązań technologicznych będzie się uczyć nienarodzone jeszcze dzieci pisania, hmm? Prawda jest taka, że nawet jeśli te zdolniejsze dzieci pójdą szybciej do szkoły to i tak na późniejszym etapie edukacji zostaną włączone w "schematy", spoza których nie umie żadna szkoła wyjść. Obecny system edukacji w Polsce jest tragiczny, tak schematyczny, że aż głowa boli. "Pakowanie" do głowy uczniom nicniewartych regułek, co roku zmiana podstawy programowej, która różni się właściwie kilkoma zdaniami w książce, rosnące przepaści między uczniami a pedagogami, brak obustronnego porozumienia. Ludzie po liceach wychodzą tak "przesiąknięci" tą wiedzą, że sami nie mają pojęcia, co mają dalej robić, a na studiach z zakresu nauk społeczno-humanistycznych to już w ogóle jest całkowita paranoja. Tak właśnie wygląda system edukacji.
Zawadzka, mam nadzieję, że nie przedawkowała tej margaryny, sam przymus już jest zabraniem części wolności a więc krzywdą. Kupiłbym korpulentnej jejmość kostkę margaryny byle tylko przestała chrzanić bzdury
Moim zdaniem, naukę w klasie pierwszej powinny podejmować dzieci, które osiągnęły gotowość do rozpoczęcia edukacji, tak psychiczną, emocjonalną jak i intelektualną. Jak wiadomo, rozwój dzieci na tym etapie często przebiega nieharmonijnie i jest różny u różnych dzieci, np. niektóre w wieku 6 lat są nad wyraz sprawne fizycznie, ale intelektualnie zupełnie nie gotowe do podjęcia nauki w szkole. Tzw. \"sześciolatek\" w szkole to zarówno pięciolatek, sześciolatek i siedmiolatek. Co prawda podstawa programowa jest dostosowana dla dzieci młodszych o poziomie znacznie niższym niż kilka lat temu, jednak dziecko pięcioletnie nie będzie pracowało tak szybko, jak siedmioletnie. Dwa lata temu, wielu rodziców, mając taka możliwość, wysłało swoje dzieci do szkół o rok wcześniej z uwagi na brak kosztów (przedszkole kosztuje, szkoła nie), nie bacząc na ich dojrzałość psychiczną czy intelektualną. W jednej klasie znalazły się dzieci, które biegle i samodzielnie czytały książki jak i takie, które nawet dziś, po upływie 2,5 roku będąc w trzeciej klasie, mają z czytaniem ogromne problemy. Nauczyciele swoją uwagę koncentrują na reedukacji słabszych uczniów, by przygotować ich do klasy 4, kiedy następuje nagła zmiana systemu nauczania, kosztem dzieci, które bez problemu opanowują program nauczania (nie mówiąc o zdolniejszych), kosztem ich rozwoju, dodatkowych zajęć i kółek zainteresowań (które widnieją na tablicach szkolnych tylko formalnie, realnie - służą reedukacji dzici słabszych). Przy czym program nauczania w klasach 1-3 jest wybitnie niski. Czyli znowu polityka równania w dół. A wystarczy poczekać rok czy dwa, aż dziecko uzyska w pełni gotowość do nauki w szkole, która stanie się dla niego przyjemnością a nie horrorem.
pjot wybacz, ale chyba naoglądałaś się seriali telewizyjnych... Zejdź kobito na ziemię
Leonie, Twoje dzieci nie nudzą się, bowiem w pierwszej klasie kolorowały jabłuszka, gruszki i stawiały pierwsze literki (czyli przerabiały program "0" z przed kilku lat), w drugiej zaś realizują podstawę programową niegdysiejszej klasy pierwszej. Moje dziecko z kolei przeraźliwie nudzi się, bowiem wiedzę na poziomie klasy 2 opanowało w przedszkolu i mimo przeskoczenia do klasy programowo wyższej o rok musi czekać kolejny rok na część klasy - tych byłych "sześciolatków", którzy jednak dużo wolniej przyswajają materiał. To inny punkt widzenia - twoje dzieci nie nudzą się, ale nudzą się inne, bo zaniża im się poziom nauczania do możliwości dzieci o rok młodszych. To efekt mieszania różnolatków.
Może posegregować dzieci nie tylko wiekowo, na bardzo zdolne, średnio i mniej i w ten sposób dzielić na klasy. Wtedy nie będą się nudzić, a rodzice nie będą rozpaczać, że ich dzieci zbyt późno zaczęły wyścig szczurów. Przeczytajcie podstawę programową. W klasie mojego dziecka są dzieci z dwóch roczników, nie ma problemów, a jeśli bywają to nie są spowodowane różnicą wieku, istotna jest dojrzałość szkolna, dlatego powinny iść do pierwszej klasy tylko dzieci, które wcześniej chodziły do przedszkola.
Do Rózgi. Jestem na ziemi, bo jestem blisko szkoły i mam pewne doświadczenie. Niestety, jeśli chodzi o szkołę, największy problem to rodzice ignoranci.
GRY PLANSZOWE WSPIERAJĄ ROZWÓJ DZIECKA Gry planszowe stymulują rozwój intelektualny dziecka, a co nie mniej ważne uczą umiejętności funkcjonowania w grupie, współpracy i rywalizacji. Ułatwiają nawiązanie kontaktów z »
UCZEŃ DYSLEKTYK - ZMIANY W WYDAWANIU ZAŚWIADCZEŃ Zaświadczenia o dysleksji. Jak się o nie starać. Zmiany w przepisach. »
CO TO ZNACZY, DOBRZE PRZYGOTOWANA SZKOŁA? Szkoła Podstawowa nr 103 w Warszawie. Jak dobrze przygotować szkołę na przyjęcie sześciolatków. »
SZEŚCIOLATKI DO SZKÓŁ? RODZICE SĄ ZA. To nieprawda, że rodzice są przeciw wcześniejszemu rozpoczynaniu nauki w szkole, choć próbują nam to wmówić niektóre media i przeciwnicy reformy edukacji. Tak, "Ratuj maluchy". Da »
MÓJ SZEŚCIOLATEK W SZKOLE. DOŚWIADCZENIA RODZICÓW. ALBUM DZIECI. Wypowiedzi rodziców, którzy posłali dzieci do szkół rok wcześniej. Czym się kierowali, jak dziś oceniają swoją decyzję. A także album sześciolatków. »
SZEŚCIOLATKI W SZKOLE. ZARZUTY PRZECIWNIKÓW. ODPOWIEDZI EKSPERTÓW Sześciolatki w szkole? Zarzuty przeciwników reformy i odpowiedzi ekspertów. »

